-A to jest konieczne? - spytałam, nadal utrzymując chłodny ton głosu. Nie miałam szczególnie chęci na spacery, mimo, że moja upadła kondycja się tego domagała. Jednak na pewno Sandy by mnie po drodze jeszcze zagadywała na śmierć. Może nie na śmierć ale pytałaby się, dlaczego od razu tu nie dołączyłam, kiedy odeszłam ze stada Błękitnego Księżyca. A na to nie miałam zupełnej ochoty. Stąd ta pewność, że jest ona gadatliwa? Trochę ją pamiętam z SBK i taka właśnie była. Wtedy mi to nie przeszkadzało a wręcz przeciwnie. Ale cóż. Było minęło. Trzeba iść dalej, przed siebie.
Nieważne co było - powtórzyłam cicho sama do siebie. Wiedziałam jednak, że niestety to dla mnie ważne. -Nie jest konieczne, ale Cię zapraszam - powiedziała Sandy -Ach tak, może tym razem skorzystam - odparłam, może już nieco cieplej ale nadal nie chciałam zdobyć się na uśmiech -To gdzie idziemy? - ożywiła się Sandy -Nie wiem, jak wolisz. Ja osobiście lubię Woskowy Las, ale zawsze możemy się przejść gdzie indziej - rzekłam Sandy? Wiem, a u mnie z weną kiepsko |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz