-Może kiedyś doczekasz się więcej zgody z
mojej strony - powiedział tajemniczo Slayer. Przyjrzałam się jego
oczom. Ciemne ślepia przyglądały mi się z czujnością ale i z łobuzerskim
błyskiem w oku. Wydawał mi się być z charakteru takim wiecznym
źrebakiem. Podobno u ogierów to częste zjawisko... Postrzegane nawet za
zaletę. W sumie, ja też czułam się wieczną małą klaczką, która nade
wszystko kochała biegać. Wcale więc mi to nie przeszkadzało.
-Odpocząłeś? - spytałam, widząc, że zapadła cisza
-Obawiam się, że jeszcze nie - odparł grzecznie na moje pytanie - Może odłożymy resztę biegania na jutro? Ściemnia się - rzekł, patrząc w ciemne niebo.
Podrzuciłam głowę do góry, patrząc w niebo. Wcale nie było aż tak ciemno. Nawet jeśli jest już prawie noc, to co z tego? Czy nie przyjemniej jest biegać nocą, gdy nikogo nie ma niż rano bądź w południe kiedy będzie tu masa koni?
-O nie, nie wywiniesz się - odpowiedziałam mu z uśmiechem - Żadnych wymówek! Musisz wreszcie o siebie zadbać!
Slayer? Nie musisz, moja już wróciła (chyba)
-Odpocząłeś? - spytałam, widząc, że zapadła cisza
-Obawiam się, że jeszcze nie - odparł grzecznie na moje pytanie - Może odłożymy resztę biegania na jutro? Ściemnia się - rzekł, patrząc w ciemne niebo.
Podrzuciłam głowę do góry, patrząc w niebo. Wcale nie było aż tak ciemno. Nawet jeśli jest już prawie noc, to co z tego? Czy nie przyjemniej jest biegać nocą, gdy nikogo nie ma niż rano bądź w południe kiedy będzie tu masa koni?
-O nie, nie wywiniesz się - odpowiedziałam mu z uśmiechem - Żadnych wymówek! Musisz wreszcie o siebie zadbać!
Slayer? Nie musisz, moja już wróciła (chyba)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz