czwartek, 20 sierpnia 2015

Od Smile CD Black Angel'a

 - Co ty robisz? - syknęłam gniewnie, stając obok ogiera - Nie jestem bezbronną klaczką
Kasztanowa klacz stanęła teraz naprzeciwko nas w całej okazałości. Dobrze zbudowana, ładna, z dzikim wzrokiem, który teraz wpatrywał się we mnie. Odwzajemniłam jej spojrzenie z wyzywającą miną. Podniosłam wyżej pysk i zmrużyłam oczy.
 - A więc pewnie ty jesteś Smile? - odezwała się klacz, bardziej stwierdzając niż pytając - Słyszałam o tobie wiele rzeczy, niezbyt miłych, jednak muszę przyznać, że się trochę zawiodłam. Nie wyglądasz imponująco.
 - Ty przynajmniej o mnie słyszałaś. Ja jestem już w tym stadzie jakiś czas, ale jeszcze nigdy ani słowa o tobie nikt mi nie powiedział - przechyliłam pysk na prawo, uśmiechając się kpiąco
Black Angel stał obok mnie, uważnie obserwując nad dwie. Wyglądał jakby toczył ze sobą walkę.
 - Strasznie nastraszyłaś tą biedną klacz, jak ona się nazywała? - zamilkła, próbując przypomnieć sobie imię - A tak, Angel Shy. Podobno wzięłaś ją za śmierć... A potem chciałaś zabić... Niegrzeczna klaczka - zacmokała, uśmiechając się triumfalnie.
Powstrzymałam się, by nie spojrzeć na Black Angel'a, który przy mnie lekko drgnął. Wytłumaczyć mu. Powiedzieć. Zwierzyć się. Zaśmiałam się wymuszonym śmiechem.
 - A co, zazdrościsz mojej złej sławy? - Klacz spojrzała na mnie wściekłym wzrokiem
(Black Angel? Sharee? wykazałam się? xD)

Od Black Angel`a

CD. Smile

I znów przez parę minut stałem wpatrzony w miejsce, które jeszcze przed chwilą zajmowała, zastanawiając się co właściwie się ze mną dzieje. Czyżby Smile udało się pobudzić moją, dawno już nie używaną i wydawałoby się zasypaną pod grubą warstwą kurzu oraz gruzu, dobrą stronę uczuć...? Ale czy to jest w ogóle możliwe....?
Z tych rozmyślań wyrwał mnie głos klaczy, która zdążyła już odejść ładne parę metrów ode mnie:
-Przestań marzyć o niebieskich migdałach i chodź tutaj!
-Czy coś się stało?!- odkrzyknąłem, powoli powracając do rzeczywistości.
-Wydawało mi się, że coś mignęło za tamtymi drzewami!- odparła, a ja pognałem w jej stronę.
Kiedy znalazłem się już koło niej, zapytałem:
-Gdzie dokładnie?
-Gdzieś tam.- odrzekła, wskazując położone trochę na lewo rośliny.
Wpatrzyłem się pomiędzy nie, ale nic nie ujrzałem.
-Pewnie Ci się coś przewidziało.- stwierdziłem.
-Na pewno nie!- zawołała oburzona i znów przeniosła tam swoje spojrzenie.
Przez kilka następnych minut panowała absolutna cisza, którą w końcu zdecydowałem się przerwać:
-Możemy iść dalej?
-Tak... To znaczy nie...- odparła.
-Na pewno wszystko w porządku?- upewniłem się.
-Jasne, ale znów to widzę.- zapewniła, a ja skierowałem wzrok w tą samą stronę, co ona.
Miała rację... Pomiędzy drzewami przekradała się kasztanowata klacz.
-To tylko Sharee.- powiedziałem.
-Wiesz czemu nas śledzi?- dopytywała moja towarzyszka.
-Nie mam zielonego pojęcia, ale zaraz z pewnością się to okaże.
Nie myliłem się, gdyż samica, która zdążyła już zauważyć, że jest obserwowana, zaczęła przedzierać się w naszą stronę, a ja ,sam nie wiedząc za bardzo czemu, ustawiłem się pomiędzy obiema damami.

< Smile, a może Sharee? Która z Was zechce kontynuować?>


PS od Sharee: Czekam na CD Smile(Samotna, wykaż się <3 xD) i będę patrzyć jak się akcja rozwija, być może dokończę :3

Od Flower Desert

CD Corriento

On jest taki zabawny...nie spotkałam nikogo równie romantycznego. Kazał mi zamknąć oczy. Zaprowadził mnie gdzieś i otworzyłam je. Zobaczyłam coś wspaniałego. Taka kolacja... i to tylko dla Niego i dla mnie. Jestem już w Nim zauroczona po uszy, potrafi flirtować z klaczami. Tylko daje mi pewnie trochę czasu, abym oswoiła się z tym faktem. A potem...przestań fantazjować, Flower. Nie będę Jego partnerką, pewnie chce tylko, abym Go bardzo polubiła. A potem rzuci mnie jak ostatni śmieć. Nie, Corriento taki nie jest. Powiem Mu dziś co o Nim myślę.
- Nie możliwe. To dla mnie?
Spojrzałam ogierowi w oczy.
- Tak, Flower.
Powiedział Corr. Przytuliłam Go.
- Dziękuję. To będzie najwspanialsza chwila w moim życiu!
Krzyknęłam zachwycona. Usiadłam do kolacji, On też.
- Mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę. Idziemy gdzieś po kolacji.
Uśmiechnął się. Miałam dobre przeczucia.
- Chyba wiem gdzie. Ale to się okaże.
Może On chce mnie zaprowadzić do romantycznego miejsca zwanego Zatoką Gwiazd? Oczy mi zabłysły. Akurat kończyłam jeść marchewkę. Jeszcze dwa jabłka i trochę siana i idziemy. Szybko, ale dostojnie schrupałam jedzenie. Corriento czekał na mnie, jak na dżentelmena przystało.
- Corr, muszę powiedzieć, że nic takiego nie czułam do żadnego z ogierów. Nie jestem za miłością od pierwszego wejrzenia, ale chyba istnieje. I spotkała mnie...
Westchnęłam cmokając Go w policzek.
- Ja też muszę to przyznać.
Zaśmiał się. Po chwili poszliśmy. Dotarliśmy tam spokojnym galopem. Położyliśmy się i oglądaliśmy w milczeniu wszystkie gwiazdy po kolei. Sztorm wzniósł wodę w górę, ale potrwał jakieś piętnaście minut. Było tak pięknie... Weszliśmy jeszcze do wody, była czysta i chyba nikt nie wpadł na to, że można w niej pływać.
Nagle Corriento zawołał mnie i coś mi dał.

<Corr? Co to było?>

środa, 19 sierpnia 2015

Od Corriento

CD Flower Desert

Dostałem propozycję pójścia z tą damą na spacer. Przypadła mi do gustu, czyżby to kolejna? Chyba mnie polubiła. Jak będzie się układać, to zdobędę kolejną partnerkę. Liczę na to. Już zaczynam coś czuć do Flower. Zacznę z nią flirtować już na spacerze.
- Poszedłbym na spacer. Chciałbym pójść do takiego pięknego miejsca, całego oblanego różem...
Patrzyłem na Desert spod kąta z łobuzerskim uśmiechem.
- Na...na...Łąkę Pragnień? Dlaczego ze mną?
Zarumieniła się klacz.
- Czegoś pragnę, dowiesz się niebawem.
Zaśmiałem się, pomachałem jej i poszedłem do swojej jaskini.

***

Już przyszedł czas, aby wybrać się na spacer z moją sąsiadką, nową przyjaciółką i wybranką. Przed spotkaniem jeszcze zrobiłem kąpiel i zjadłem obiad. Wymyśliłem też, że mogę przecież zrobić kolację dla Flower Desert. Pewnie się ucieszy. Wszystko czekało na nas, kiedy wrócimy ze spaceru to to zjemy. Już zbliżałem się do jej jaskini.
- Cześć Flower.
Pocałowałem jej kopyto.
- Hej Corr.
Zachichotała uroczo.
- To idziemy?
Czekałem wreszcie na jej decyzję.
- Tak. Już, już, tylko rozplączę ogon.
Wzięła go zębami i wyrównywała.
- Czekaj, pomogę ci.
Wziąłem szyszkę i rozczesałem ogon Desert.
- Dzięki. Idziemy.
Bez słowa poszliśmy. Szedłem dość blisko mojej towarzyszki. Kiedy dotarliśmy na Łąkę klacz uszczypnęła mnie w bok i odbiegła. Rzuciłem się w pogoń za nią. Goniłem ją dość długo. Wreszcie potknęła się i upadła.
- Pomogę ci.
Wsparłem ją trochę i spytałem, czy jest cała.
- Tak, dziękuję.
Otrzepała się gwałtownie.
- Tak ogólnie...pięknie dziś wyglądasz.
Oparła głowę o moją szyję.
- Przestań...nawet nie zdążyłam rozczesać grzywy.
Zerwałem różę i zsadziłem jej między ucho, a grzywę.
- I tak wyglądasz pięknie. A twój charakter jest wyjątkowy...
Westchnąłem. Nie spotkałem jeszcze tak dobrej i miłej osoby. Wszyscy byli tacy na swój sposób oschli, jednak ona nie, dlatego jest wyjątkowa.
- Hej, bo rumieńce łatwo nie schodzą z twarzy...
Zaśmiałem się na jej słowa.
- Przecież wiem, wyglądasz z nimi tak uroczo.
Uśmiechnąłem się jeszcze.
- Opowiem ci coś. Pewnego dnia, kiedy uciekałem z mojego stada zaatakowało mnie stado wilków. Ba, cała wataha. Mi udało się je odpędzić, ale obok mnie przechodziła akurat starsza klacz. Bardzo się ich bała, dygotała całym ciałem. Podszedłem do tych przerośniętych szczekaczy i ot, tak staranowałem. Miały za swoje.
Przypomniała mi się jedna historia. Klacz słuchała jak zaczarowana.
- Jesteś dzielny.
Powiedziała na koniec. Miałem inne zdanie.
- Nie, Flower. Logicznie myślę.
Delikatnie się uśmiechnąłem.
- Może.
Powiedziała trochę zakłopotana. Przysunąłem jej delikatnie głowę i spojrzałem w oczy.
- Jesteś już głodna, kwiatuszku?
Spytałem miłym tonem.
- Dość tak.
Przyznała.
- Dobrze, zamknij oczy.
Zaprowadziłem ją do miejsca, gdzie zrobiłem kolację. Kazałem otworzyć oczy.

<Flower? Dasz mu szansę?>

Od Qerida

CD Rossy

Uśmiechnąłem się delikatnie w jej stronę, ona za to nadal z dumną wypiętą piersią patrzyła na mnie z góry jakby mówiłam, że to ona wygrała. Pokręciłem głową i ruszyłem w kierunku Doliny Rozmów.
-Czas na wytrzymałość i spryt- spoglądałem na nią ukradkiem.
Wielkie tereny rozprzestrzeniły się przed nami, góry, doliny, wyżyny i pełno pojedynczych drzew.
-Trzeba jak najszybciej przebiec przez całą polanę, dotykając każdego drzewa. Jestem pewny, że tym razem wygram...
-Był przecież remis- wcięła swoje słowo.
-Kochanie... każdy partner potrafi zobaczyć ten błysk w oku ukochanej...- pocałowałem ją w policzek.
Zaśmiała się pod nosem, kręcąc głową z dezaprobatą.
-Dobrze, ale teraz ty pierwszy- machnęła ogonem.
-Jak sobie życzysz, słońce, tylko jest problem w tym, że startujemy równo- poprawiłem ją.
-No to na co czekasz?- wykręciła się szybko- Gotowi...
-Do startu...- uśmiechnąłem się triumfalnie.
-START!- krzyknęła i ruszyła w galopie, o mało mnie nie obsypując ziemią i trawą.
Toż to taka jest z niej cicha woda. Powoli zbliżałem się do pierwszego drzewa. Ja jej pokażę....

Rossa?

Od Flower Desert

CD Corriento

Siedziałam w jaskini jeszcze w żałobie za moją siostrą. Teraz może być tylko lepiej - tak zawsze jest po wielkim smutku. Jadłam jakieś resztki z wczorajszej kolacji na śniadanie. Coś usłyszałam na dworze. Jakby rozmawiała z kimś Havana. Ale ten drugi głos nic mi nie mówił...czy ktoś zamieszka tam, gdzie dawniej Amber? Przecież to była Jej jaskinia...mam nowego sąsiada? Z chęcią bym się z nim spotkała. Kiedy skończyłam jeść śniadanie już chciałam wychodzić, kiedy usłyszałam pukanie. Podeszłam do jaskini i zobaczyłam ogiera.
- Cześć, chcesz pokazać mi tereny? Jestem nowy i mam na imię Corriento.
Spytał się mnie ten koń. Był bardzo przystojny, patrzyłam na niego bez słowa...
- Hej, słyszałaś?
Otrząsnęłam się i zaśmiałam.
- Tak, oczywiście. Mogę pokazać. Przy okazji...hej, ja jestem Flower Desert. Masz piękne imię i...nie tylko.
Mówiłam tylko tak, żeby się domyślił.
- Ty też masz nie najgorsze. To co? Prowadź...
Wykonał ruch głową. Z dumą szłam przodem pokazując mu każdy osobny kawałek ziemi naszego stada. Kiedy skończyliśmy było już południe.
- Chciałbyś pójść ze mną na spacer jeszcze dziś przed kolacją?
Zapytałam bez przekonania, ale z wielką nadzieją.
- Zastanowię się.
Uśmiechnął się.
- To dobrze, gdzie chciałbyś iść, jakbyś chciał?

<Corriento?>

Od Sharee

CD. Tayar`a

Ogier miał dużo racji, a przy tym miał zadziwiająco spokojną postawę nie tylko ciała, lecz i ducha. Rzadko jaki koń wewnętrznie jest tak spokojny, nawet najwięksi ,,twardziele"- bo tak niektórzy siebie traktują i chcą by ich tak traktowano. Ostatnio kilka koni dołączyło takich, tzw. ,,wrednych pyszałków". Niemal wiedziałam o nich wszystko, każdy ruch i każdy czyn.
-Tak... los jest niesprawiedliwy wobec niektórych, np. ta klacz, która zaszła w ciążę, rzucił ją nowy partner, a ona zmarła na nowotwór... Przykre, ale normalne- udałam, że mi smutno, lecz oboje widzieliśmy, że nic się nie zmieniło we mnie- A jednak kochasz swoich braci... mówisz o nich jakby byli zbędni, jednakże zależy ci na nich. Umiem to wyczuć z daleka- zbliżyłam się nieco- A oni również na tobie polegają. Wiedzą, że jesteś jaki jesteś... ale nie zmieni tego nikt...- mówiłam cały czas tajemnicą- Nie powiem, że mnie to nie intryguje... Przyglądam się wszystkiemu z wielką powagą, ale takiej sytuacji nigdy nie wiedziałam- uśmiechnęłam się zawadiacko.
-Odkąd się spotkaliśmy prawie wszystko cię intryguje. Wypytujesz mnie jakbym był na przesłuchaniu, w sądzie, jakbym był o coś oskarżony...
-Może i jesteś?- odparłam obojętnie.
-Może za to, że wkroczyłem na twój teren? Czy to przestępstwo?- zagrał jak prawdziwy aktor. Pierwszy lepszy napotkany koń pewnie by ciągnął dalej tą dyskusję, ale dobrze wiedział, że nie chodzi tu o teren.
 Zaśmiałam się pod nosem rozbawiona.
-Ależ skądże... o nic cię nie oskarżam...- stanęłam przed nim blisko trzy metry- Ale wiem i czuję, że się nad czymś zastanawiasz, martwisz, oczywiście to żadne przestępstwo ani wstyd, każdy się martwi o coś zawsze. Niekoniecznie musi być to osoba ani rzecz. Powiem ci, że w głębi ducha także się martwię... na przykład o te nowo przybyłe konie, o ,,wredne" charaktery, które muszą codziennie zmagać się z bólem i okazują swoją jak najgorszą stronę... Uważam, że największymi twardzielami są ci, którzy zachowują spokój ducha, nawet w takiej sytuacji jak ta, że się martwią i przejmuję nie byle czym, nie muszą koniecznie zabijać i dręczyć inne konie, chociaż uważam, że to doskonała rozrywka, bo sama tak robię, aczkolwiek nie mam wielkiej potrzeby zabijania...
-Do czego zmierzasz?- odparł, mrużąc oczy.
Odwróciłam głowę i stanęłam do niego tyłem.
-Dobrze wiesz do czego...- odparłam obojętnie, dumnie unosząc łeb i patrząc głęboko w las.

Tayar?