CD Jack'a
-Wiem, Jack.-szepnęłam -Ja ciebie też...
Śnieg zacinał coraz mocniej, ale my nie mieliśmy zamiaru się od siebie odrywać, zupełnie tak, jakbyśmy przymarzli. Kołysaliśmy się na boki w rytm podmuchów wiatru, a nad nami szaleńczo ćwierkały żółtobrzuche sikorki.
-Chodź.-odezwał się w końcu Jack, przerywając przyjemną ciszę -Pokażę ci naszą jaskinię. Dużo pewnie wędrowałaś, teraz musisz się trochę rozgrzać...
Uśmiechnęłam się do niego z wdzięcznością, a on pocałował mnie w czubek nosa.
Jack? Weź przestań, moje to dopiero jest naciągane... xD
niedziela, 26 stycznia 2014
Od Sorrela
| CD Tajgi -Wiem, zawsze ty będziesz ze mną-powiedziałem dalej łkając-I oczywiście, że chciałbym być ojcem. -Sorrel...-uśmiechnęła się Tajga, chociaż łzy spływały jej po policzkach. -Wiesz co? Czuję, że... że Nowel nie zginął. On przeżył, ktoś mu pomaga. Nie zginął-gadałem bez sensu. Tajga nic nie mówiła. Nie wiem, co się stało, chyba upadłem. Byłem bezsilny. Bez brata byłem nikim. -Nowel żyje w twoim sercu. Miałam tak nie mowić, ale... Uwierz, zawsze będziesz dla niego ważny-powiedziała kładąc się obok mnie-Tak jak on dla ciebie. -Cieszę się, że jesteś tu ze mną. Bez ciebie bym sobie nie poradził. A kiedy pomyślę, że niedługo mogą tu być źrebaki... Moje serce skacze z radości. Wtuliłem się w nią. Ona była wszystkim, czego potrzebowałem. I chciałem, żeby tak było zawsze. Tajga? <Wybacz, brak weny...> |
||
|---|---|---|
Od Destin'ego
CD Lilii
Wstała. Obserwowałem, czy na pewno nic sie nie stało. Wyglądała na całkowicie zdrową.
-Na pewno? - spojrzałem na nią troskliwie
-Na pewno - odpowiedziała już z uśmiechem
Szczerze mówiąc, widząc, że coś się mogło stać poczułem.... Sam nie wiem do końca co. Niepokój? Strach o nią? Ech, sam nie wiem. Coś zaczęło we mnie mięknąć, do końca nie wiem co...
-Idziemy dalej? - spytałem - O ile jest wszystko w porządk...
-Jest wporzo - stwierdziła, trochę już zniecierpliwiona moimi ciągłymi pytaniami
-To ok. Mówisz, że byłaś w jakimś wcześniejszym stadzie, z którego większość koni z tego stada pochodzi. Dlaczego tamto stado się rozpadło? - zadałem pytanie
Lilia?
Wstała. Obserwowałem, czy na pewno nic sie nie stało. Wyglądała na całkowicie zdrową.
-Na pewno? - spojrzałem na nią troskliwie
-Na pewno - odpowiedziała już z uśmiechem
Szczerze mówiąc, widząc, że coś się mogło stać poczułem.... Sam nie wiem do końca co. Niepokój? Strach o nią? Ech, sam nie wiem. Coś zaczęło we mnie mięknąć, do końca nie wiem co...
-Idziemy dalej? - spytałem - O ile jest wszystko w porządk...
-Jest wporzo - stwierdziła, trochę już zniecierpliwiona moimi ciągłymi pytaniami
-To ok. Mówisz, że byłaś w jakimś wcześniejszym stadzie, z którego większość koni z tego stada pochodzi. Dlaczego tamto stado się rozpadło? - zadałem pytanie
Lilia?
Od Lilii
Ciąg dalszy opowiadania Havany ...
-Dziękuję . - odpowiedziałam i weszłam do jaskini - Cześć !
Wzięłam torbę , i zobaczyłam czy nikt nie patrzy . Czemu na tym mi zależało ? Była bezdenna . Co to znaczy ? Można wkładać rzeczy nawet kilka koni , a wszystko się zmieści . Schowałam ją i poszłam szukać potrzebnych mi rzeczy . Najpierw poszłam na pustynie królików . Zbierałam wiklinę i słomę . Strasznie dużo tego potrzebowałam , ale jakoś udało się przenieść do jaskini . Następnie poszłam nad wodospad dusz i Wodopóju Lorangi . Pozbierałam tam różne rośliny i wrzuciłam do mojej super torby . Wybrałam się na łąkę pragnień i tam znalazłam muchołapkę . Tylko jedną . Wykopałam i wzięłam worek, po czym zawinęłam kwiat . Poszłam jeszcze do Alei Róż , chciałam pozbierać trochę kwitnących różowych gałęzi na dekoracje . Wróciłam do jaskini i zaczęłam farbować i myć tkaniny ... efekt końcowy był idealny ! Przed wejściem wisiała sobie mocno czarna zasłonka . Nie bójcie się ! Pewna osoba pomogła mi zrobić pole siłowe na całą jaskinie . Nic się nie spali . Później wchodziło się do środka i od razu było pomieszczenie z lekarstwami . wszędzie były półki zrobione z wikliny , oraz parę szafek . Było tam mnóstwo kwiatów i ziół , niektóre w butelkach, a jedne po prostu leżą ... Poza tym były tam różne eliksiry . Robiłam je sama , z roślin i kamieni . A zapomniałam wam wspomnieć , że sufit był cały w różowych gałęziach ! W ścianach błyszczały drogocenne kamienie , diamenty , cyrkonie , szafiry , kryszały , bursztyny , perły i.t.d ... Posiadałam tez wiklinowe biurko na którym trzymałam muchołapkę . Były tez tam różne fiolki , noże , nici chirólgiczne i takie tam ,. W następnym pokoju było kilka kupek ze słomą i koce , a po środku miejsce na lekarza . U sufitu tez były gałęzie . ale ten pokój był zamknięty . To jest pokój , raczej taki mini szpital dla rannych . Więc gdzie był mój pokój skręcało sie wprawo, do takiego dość dużego pomieszczenia . Pokój był cały wysadzony diamentami równej wielkości , a u sufitu również były te piękne gałęzie . Do pokoju wzięłam tez trochę kwiatów , żeby pachniało . Miałam tam wiklinową szafkę i tam wszystkie moje bzdety . siano zajmowało 2/4 pokoju , czyli mogło by się tam mieścić dwójka ogromnych ogierów . Cały efekt mi się podobał . Myślę , że będzie mi się przyjemnie tam mieszkało .
-Dziękuję . - odpowiedziałam i weszłam do jaskini - Cześć !
Wzięłam torbę , i zobaczyłam czy nikt nie patrzy . Czemu na tym mi zależało ? Była bezdenna . Co to znaczy ? Można wkładać rzeczy nawet kilka koni , a wszystko się zmieści . Schowałam ją i poszłam szukać potrzebnych mi rzeczy . Najpierw poszłam na pustynie królików . Zbierałam wiklinę i słomę . Strasznie dużo tego potrzebowałam , ale jakoś udało się przenieść do jaskini . Następnie poszłam nad wodospad dusz i Wodopóju Lorangi . Pozbierałam tam różne rośliny i wrzuciłam do mojej super torby . Wybrałam się na łąkę pragnień i tam znalazłam muchołapkę . Tylko jedną . Wykopałam i wzięłam worek, po czym zawinęłam kwiat . Poszłam jeszcze do Alei Róż , chciałam pozbierać trochę kwitnących różowych gałęzi na dekoracje . Wróciłam do jaskini i zaczęłam farbować i myć tkaniny ... efekt końcowy był idealny ! Przed wejściem wisiała sobie mocno czarna zasłonka . Nie bójcie się ! Pewna osoba pomogła mi zrobić pole siłowe na całą jaskinie . Nic się nie spali . Później wchodziło się do środka i od razu było pomieszczenie z lekarstwami . wszędzie były półki zrobione z wikliny , oraz parę szafek . Było tam mnóstwo kwiatów i ziół , niektóre w butelkach, a jedne po prostu leżą ... Poza tym były tam różne eliksiry . Robiłam je sama , z roślin i kamieni . A zapomniałam wam wspomnieć , że sufit był cały w różowych gałęziach ! W ścianach błyszczały drogocenne kamienie , diamenty , cyrkonie , szafiry , kryszały , bursztyny , perły i.t.d ... Posiadałam tez wiklinowe biurko na którym trzymałam muchołapkę . Były tez tam różne fiolki , noże , nici chirólgiczne i takie tam ,. W następnym pokoju było kilka kupek ze słomą i koce , a po środku miejsce na lekarza . U sufitu tez były gałęzie . ale ten pokój był zamknięty . To jest pokój , raczej taki mini szpital dla rannych . Więc gdzie był mój pokój skręcało sie wprawo, do takiego dość dużego pomieszczenia . Pokój był cały wysadzony diamentami równej wielkości , a u sufitu również były te piękne gałęzie . Do pokoju wzięłam tez trochę kwiatów , żeby pachniało . Miałam tam wiklinową szafkę i tam wszystkie moje bzdety . siano zajmowało 2/4 pokoju , czyli mogło by się tam mieścić dwójka ogromnych ogierów . Cały efekt mi się podobał . Myślę , że będzie mi się przyjemnie tam mieszkało .
Od Mocci
CD Vito de Rain
-Nie, w końcu mam przy sobie mordercę-uśmiechnęłam się zwycięsko.
-Dokładnie, masz mordercę, a nie odstraszacza duchów.
-Nie tylko duchy tam na nas czekają-powiedziałam poważnie i ruszyłam na leśną ścieżkę. Vito ruszył za mną.
-Jesteś odważniejsza, niż myślałem-szepnął mi do ucha, aż przebiegł mnie przyjemny dreszcz.
Chwilę szliśmy w ciszy, a jedynymi dźwiękami były nasze oddechy i, do czego ciężko mi się przyznać-moje łomoczące ze strachu serce. Wiatr co chwila poruszał skrzypiące gałęzie. Może to jednak nie był on, a jakiś niesforny poltergeist, który przycupnął na drzewie i po cichu się z nas śmiał. Stanęliśmy dopiero na jakiejś polanie, a wysoko nad nami wznosiły się korony drzew.
-I co, nie boisz się?-Vito zagadnął z zawadiackim uśmiechem.
-Przestań, niby czego?-prychnęłam, ale drżenie głosu mnie zdradziło.
-Mhm... widzę-powiedział ironicznie, a ja zmrużyłam oczy.
-Lepiej chodź, bo jakiś stwór cię napadnie-mruknęłam i ruszyłam dalej, ale stanowczy ruch Vita powstrzymał mnie przed zrobieniem kolejnego kroku.
-Czekaj-szepnął-Nie słyszysz? Coś tu jest.
-Tak, oczywiście-syknęłam-Teraz chcesz mnie nastraszyć.
-Nie, przysięgam-powiedział bardzo cicho-Być może to strzyga, a może poltergeist.
W tym momencie coś przebiegło obok nas. Vito mrugnął do mnie porozumiewawczo i puściliśmy się pędem. Coś ruszyło za nami. Gnało, przemykało między drzewami z niezwykłą zręcznością. Myślałam, co pierwsze stracę-płuca ze zmęczenia, czy serce ze strachu. Nie wiem, ile trwał bieg, ale w końcu stworzenie odpuściło. Pobiegliśmy jeszcze kawałek i znaleźliśmy się poza terenem lasu.
-To na pewno nie była strzyga, bo by nas zaatakowała. Nie wiem co to , ale na pewno nie lubi towarzystwa. Dobrze się czujesz?-zapytał mnie z troską.
-Tak-wysapałam-tylko jestem padnięta.
-Fakt, ja też. Odpocznijmy-zaproponował i niechcący mnie trącił.
Zadrżałam. Jakoś dziwnie reaguję na jego dotyk.
Vito? Jak to pisałam, to mi się "Wiedźmin" przypomniał xd
-Nie, w końcu mam przy sobie mordercę-uśmiechnęłam się zwycięsko.
-Dokładnie, masz mordercę, a nie odstraszacza duchów.
-Nie tylko duchy tam na nas czekają-powiedziałam poważnie i ruszyłam na leśną ścieżkę. Vito ruszył za mną.
-Jesteś odważniejsza, niż myślałem-szepnął mi do ucha, aż przebiegł mnie przyjemny dreszcz.
Chwilę szliśmy w ciszy, a jedynymi dźwiękami były nasze oddechy i, do czego ciężko mi się przyznać-moje łomoczące ze strachu serce. Wiatr co chwila poruszał skrzypiące gałęzie. Może to jednak nie był on, a jakiś niesforny poltergeist, który przycupnął na drzewie i po cichu się z nas śmiał. Stanęliśmy dopiero na jakiejś polanie, a wysoko nad nami wznosiły się korony drzew.
-I co, nie boisz się?-Vito zagadnął z zawadiackim uśmiechem.
-Przestań, niby czego?-prychnęłam, ale drżenie głosu mnie zdradziło.
-Mhm... widzę-powiedział ironicznie, a ja zmrużyłam oczy.
-Lepiej chodź, bo jakiś stwór cię napadnie-mruknęłam i ruszyłam dalej, ale stanowczy ruch Vita powstrzymał mnie przed zrobieniem kolejnego kroku.
-Czekaj-szepnął-Nie słyszysz? Coś tu jest.
-Tak, oczywiście-syknęłam-Teraz chcesz mnie nastraszyć.
-Nie, przysięgam-powiedział bardzo cicho-Być może to strzyga, a może poltergeist.
W tym momencie coś przebiegło obok nas. Vito mrugnął do mnie porozumiewawczo i puściliśmy się pędem. Coś ruszyło za nami. Gnało, przemykało między drzewami z niezwykłą zręcznością. Myślałam, co pierwsze stracę-płuca ze zmęczenia, czy serce ze strachu. Nie wiem, ile trwał bieg, ale w końcu stworzenie odpuściło. Pobiegliśmy jeszcze kawałek i znaleźliśmy się poza terenem lasu.
-To na pewno nie była strzyga, bo by nas zaatakowała. Nie wiem co to , ale na pewno nie lubi towarzystwa. Dobrze się czujesz?-zapytał mnie z troską.
-Tak-wysapałam-tylko jestem padnięta.
-Fakt, ja też. Odpocznijmy-zaproponował i niechcący mnie trącił.
Zadrżałam. Jakoś dziwnie reaguję na jego dotyk.
Vito? Jak to pisałam, to mi się "Wiedźmin" przypomniał xd
Od Thalii
CD historii Havany
- To.. to... Chyba tyle? - Zapytałam. Robiło się coraz ciemniej, dreszcze po mnie przechodziły, a teraz najchętniej bym się rzuciła do wody.
- Jakbyś czegoś potrzebowała to mów. - Powiedziała, a w myślach słyszałam "Nie teraz, nie teraz!!! Powiedz, żeby sobie poszła." - Już, tak sobie poradzę. - Klaczka nie chętnie odeszła. Chwilę potem miałam wizję, krwawa wojna. "I po co ja tutaj przychodziłam?". Księżyc odpowiedział dosłownie sekundę po moim westchnieniu. "Żeby temu zapobiec." "No ale jak? Czy mogę ufać? Grrr..... Wszystko mnie przerasta." "Zwiń się w kokon, pójdź spać." - Uległam jak na jego rozkaz, bałam się, jednak nie mogłam nikomu zaufać i zdradzić księżyc. < Hev? Wymyśl coś brak weny ._.> | |
Od Karmelki
CD Nemezis
Nie chciałam być jakaś nieufna, ani oskarżać jej ale... ona nie mówiła prawdy. Potrafiłam to wyczuć. Starała się mnie okłamać, ukryć prawdę być może ta prawda była jakaś... Nie, podejrzana sprawa. Stwierdziłam, że postaram się wierzyć tępo, że mówi prawdę. To nie było łatwe.
-Ach tak, no jasne... - mruknęłam niewyraźnie, starając się udawać, ze wszystko ok.
Nie było ok. Nie lubiłam, gdy ktoś nie mówił mi prawdy. Wiem, nie każdy miał kwiecistą przeszłość pełną nagród, złotych wstążek jak u ludzi albo chociażby najlepszego stada na wolności. Ja byłam zawsze szczera i lubiłam jak inni ze mną też byli szczerzy.
-Nemezis.... Dlaczego nie chcesz powiedzieć prawdy? - spytałam cicho niemalże niedosłyszalnie
Nemezis?
Nie chciałam być jakaś nieufna, ani oskarżać jej ale... ona nie mówiła prawdy. Potrafiłam to wyczuć. Starała się mnie okłamać, ukryć prawdę być może ta prawda była jakaś... Nie, podejrzana sprawa. Stwierdziłam, że postaram się wierzyć tępo, że mówi prawdę. To nie było łatwe.
-Ach tak, no jasne... - mruknęłam niewyraźnie, starając się udawać, ze wszystko ok.
Nie było ok. Nie lubiłam, gdy ktoś nie mówił mi prawdy. Wiem, nie każdy miał kwiecistą przeszłość pełną nagród, złotych wstążek jak u ludzi albo chociażby najlepszego stada na wolności. Ja byłam zawsze szczera i lubiłam jak inni ze mną też byli szczerzy.
-Nemezis.... Dlaczego nie chcesz powiedzieć prawdy? - spytałam cicho niemalże niedosłyszalnie
Nemezis?
Subskrybuj:
Posty (Atom)