CD Rossy
Zamyśliłem się, odwracając głowę w inną stronę. Szczerze mówiąc wziął mnie tzw. leń, ale w końcu trzeba się brać do pracy.
-Najlepiej od razu, ale z powodu tego, że miałem ogromny zastój... to przesunę to na wieczór. A teraz... Może na mały spacer? Co ty na to? No chyba, że masz inne sprawy- próbowałem się nie narzucać.
-Coś ty? Teraz to raczej mam mało spraw, jak sam widzisz..- podeszła bliżej- A na spacer się zgodzę- odparła, a na jej twarz wpłynął lekki uśmiech- Ale pod jednym warunkiem...
-Tak?- spojrzałem na nią, oczekując co powie.
-Że ten spacer nie będzie zwykłym spacerem. Jeśli chcesz abym ci pomogła... no wiesz o co mi chodzi- kontynuowała.
-Znasz mnie dosyć długo. Słowo ,,spacer" wypowiedziane przeze mnie ma wiele znaczeń- uśmiechnąłem się szeroko- A pamiętasz tamte czasy jeszcze w Stadzie Błękitnej Róży i początki w Mysterious Valley?- ruszyłem na razie stępem.
-Tak... dobre czasy, ale czy oby nie za wcześnie na wspomnienia babcine?- zaśmiała się cicho.
-No w moim przypadku oczywiście, że za wcześnie... nie wiem jak w twoim- dostałem mocnego kuksańca w bok.
-Ty uważaj, bo się jeszcze raz obrażę- zagroziła teatralnie.
-Dobrze pani psycholog- posłałem jej ciepły uśmiech, wystawiając głowę na listopadowy wiatr.
Rossa?
wtorek, 4 listopada 2014
Od Rossy
C.D Qerida
Spojrzałam na ogiera. Nie wiedziałam co mam myśleć, a jeszcze zastanawiałam się nad tym czy mu pomóc. Byłam na niego zła, za to co ostatnio się stało, mianowicie chodzi o tam tą rozmowę, ale całe życie nie mogę być na niego zła. Westchnęłam. No i chyba mu pomogę. Przecież przyjaciół trzeba wspierać. Spojrzałam na Qerida.
- Pomogę Ci. - powiedziałam.
Podniósł wzrok i obrócił się w moją stronę. Uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję. - odparł.
Posłałam ogierowi uśmiech.
- Kiedy chcesz to zacząć? - zapytałam.
< Qerido?>
Spojrzałam na ogiera. Nie wiedziałam co mam myśleć, a jeszcze zastanawiałam się nad tym czy mu pomóc. Byłam na niego zła, za to co ostatnio się stało, mianowicie chodzi o tam tą rozmowę, ale całe życie nie mogę być na niego zła. Westchnęłam. No i chyba mu pomogę. Przecież przyjaciół trzeba wspierać. Spojrzałam na Qerida.
- Pomogę Ci. - powiedziałam.
Podniósł wzrok i obrócił się w moją stronę. Uśmiechnął się do mnie.
- Dziękuję. - odparł.
Posłałam ogierowi uśmiech.
- Kiedy chcesz to zacząć? - zapytałam.
< Qerido?>
Od Mystic`a
Otworzyłem zaspane oczy. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to już prawie południe, a ja jak zwykle zaspałem. Słońce dawno dobijało się do mojej jaskini, lecz szczęściem czy nieszczęściem nie dotarło do mnie. O mało nie przewróciłem się o swoje nogi jak tylko zobaczyłem, że wszyscy już nie śpią. Jeśli w ogóle można nazwać trzy konie na krzyż wszystkimi. Wybiegłem z groty i pierwsze co pogalopowałem w stronę jakiegoś zbiornika wodnego, bo pewnie wyglądałem okropnie. Grzywa potargana, nogi całe w błocie(nawet sam nie wiem gdzie wczoraj łaziłem!), zaspane oczy, a sierść... nawet nie ma o czym gadać. Miałem zamiar wrzucić się do wody, jak do pralki, lecz gdy tylko moje kopyto dotknęło tafli, odskoczyłem jak poparzony.
-Zimna!- krzyknąłem na całe gardło, dopiero po chwili spostrzegając, że kilka koni patrzy na nie jak na wariata.
Uśmiechnąłem się niewinnie i spojrzałem spowrotem na jezioro. Tak czy siak będzie trzeba wejść do tej lodówy. Niechętnie, lecz przymusem ogarnąłem się.
-Noo... teraz z ciebie prawdziwy elegant- powiedziałem sam do siebie i uśmiechnąłem się.
Następnie ruszyłem coś przekąsić. Trawa o ej porze roku za smaczna to nie jest, ale mus to mus. Najlepsza na Mglistej Polanie. Tam spotkałem karą fryzyjkę, niechcący na nią wpadając.
-Przepraszam, dzisiaj jestem strasznie roztrzepany. Nic ci nie jest- pomogłem jej wstać.
-Nie...- odpowiedziała i wstała, otrzepując się z piachu.
-Nazywam się Mystic- ukłoniłem się lekko, uśmiechając się szarmancko.
Alesria von Meteorite? Dokończysz?
-Zimna!- krzyknąłem na całe gardło, dopiero po chwili spostrzegając, że kilka koni patrzy na nie jak na wariata.
Uśmiechnąłem się niewinnie i spojrzałem spowrotem na jezioro. Tak czy siak będzie trzeba wejść do tej lodówy. Niechętnie, lecz przymusem ogarnąłem się.
-Noo... teraz z ciebie prawdziwy elegant- powiedziałem sam do siebie i uśmiechnąłem się.
Następnie ruszyłem coś przekąsić. Trawa o ej porze roku za smaczna to nie jest, ale mus to mus. Najlepsza na Mglistej Polanie. Tam spotkałem karą fryzyjkę, niechcący na nią wpadając.
-Przepraszam, dzisiaj jestem strasznie roztrzepany. Nic ci nie jest- pomogłem jej wstać.
-Nie...- odpowiedziała i wstała, otrzepując się z piachu.
-Nazywam się Mystic- ukłoniłem się lekko, uśmiechając się szarmancko.
Alesria von Meteorite? Dokończysz?
Od Qerida
Nie pamiętam już kiedy wyszedłem pierwszy raz z jaskini i wziąłem głęboki oddech, próbując poczuć smak jesieni i falującego wiatru. Moje myśli kręciły się tylko i wyłącznie wokół tamtego życia. Postanowiłem już dawno, że nie zamknę się w sobie i, że wszystko będzie tak jak kiedyś. Tylko problemem było to, że nie umiałem się zabrać do roboty. Teraz musiałem się wziąć w garść i rozłożyć skrzydła. Pierwsze co to iść i przeprosić Rosse. Głupio mi było. Pogalopowałem do jej jaskini, lecz spotkałem ją dopiero przy Mglistej Polanie. Podszedłem odważnie jak źrebak.
-Hej- uśmiechnąłem się sam na jej widok.
Klacz podniosła głowę i spojrzała na mnie, przełykając ostatni kęs lekko wysuszonej trawy.
-Cześć... Co ty tu robisz?- spytała.
-Postanowiłem wyjść z jaskini, bo zachowuję się jak małe dziecko, które nie dostało jeść, a po drugie to... chciałbym cię przeprosić. Zachowałem się ostatnio jak totalny idiota, tamta rozmowa nie do końca nam wyszła. Powinienem tu teraz przyjść z kwiatami i podziękować ci, że próbowałaś mnie pocieszyć, ale z związku z tym, że mamy listopad... a kwiatów nie ma... to powiem tylko, że dziękuję. Mam nadzieje, że mnie zrozumiesz- przybrałem ton zbitego psa.
Klacz nie odpowiedziała. Patrzyła na mnie i przyglądała się uważnie.
-Wiesz...- zacząłem, idąc dalej i oglądając otoczenie- Nie łatwo było mi się pozbierać, ale nie można długo płakać nad rozlanym mlekiem, a zachowywałem się rzeczywiście idiotycznie. Chcę to teraz zmienić, lecz potrzebuję pomocy- spuściłem wzrok.
Rossa stała za mną. Nadal trwała cisza.
-...Jeśli oczywiście zechcesz mi pomóc- dodałem.
Nie liczyłem bardzo na to. Wiedziałem, że ostatnim czasem sporo się zmieniło. Szczególnie dużo w stadzie...
Rossa?
-Hej- uśmiechnąłem się sam na jej widok.
Klacz podniosła głowę i spojrzała na mnie, przełykając ostatni kęs lekko wysuszonej trawy.
-Cześć... Co ty tu robisz?- spytała.
-Postanowiłem wyjść z jaskini, bo zachowuję się jak małe dziecko, które nie dostało jeść, a po drugie to... chciałbym cię przeprosić. Zachowałem się ostatnio jak totalny idiota, tamta rozmowa nie do końca nam wyszła. Powinienem tu teraz przyjść z kwiatami i podziękować ci, że próbowałaś mnie pocieszyć, ale z związku z tym, że mamy listopad... a kwiatów nie ma... to powiem tylko, że dziękuję. Mam nadzieje, że mnie zrozumiesz- przybrałem ton zbitego psa.
Klacz nie odpowiedziała. Patrzyła na mnie i przyglądała się uważnie.
-Wiesz...- zacząłem, idąc dalej i oglądając otoczenie- Nie łatwo było mi się pozbierać, ale nie można długo płakać nad rozlanym mlekiem, a zachowywałem się rzeczywiście idiotycznie. Chcę to teraz zmienić, lecz potrzebuję pomocy- spuściłem wzrok.
Rossa stała za mną. Nadal trwała cisza.
-...Jeśli oczywiście zechcesz mi pomóc- dodałem.
Nie liczyłem bardzo na to. Wiedziałem, że ostatnim czasem sporo się zmieniło. Szczególnie dużo w stadzie...
Rossa?
Od Javier`a
CD Filjan
Klacz była pogrążona w myślach, a ja czułem jak powoli ze mnie ulatuje chęć rozmowy a wkracza nuda. Szczerze mówiąc sam nie wiedziałem co tu robię i dlaczego stoję tu jak słup soli nawet się nie ruszając tylko czekając nawet sam nie wiem na co.
-Będziesz teraz rozmyślać nad swoim życiem? Jak tak to ja idę- parsknąłem.
Klacz potrząsnęła głową i zamrugała oczami, budząc się. Patrzyła na mnie przez chwile, potem orientując się, że nadal stoi przede mną.
-Tak, nie... to znaczy... Przepraszam, za bardzo pochłonęły mnie myśli- zakłopotała się, lecz po chwili wróciła do siebie- Jeśli chcesz to idź...- znowu się zacięła- Czy my kiedyś się już spotkaliśmy- spytała po chwili.
Zaśmiałem się, próbując ściszyć ton, tak by jej w miarę nie obrazić. Co jej niby przyszło do głowy, dobrze pamiętam z jakimi końmi obcowałem i nawiązywałem jakikolwiek kontakt. Spojrzałem na nią, uśmiechając się nadal rozbawiony.
-Rozumiem, że to miało być pytanie retoryczne?
-Ależ ja nie widzę w tym nic śmiesznego- prychnęła.
-Raczej nie, nie spotkaliśmy się, ale co ci niby przyszło do głowy, co?- znowuż przybrałem wyraz opanowanego ogiera.
Filjan? Też nie mam weny...
Klacz była pogrążona w myślach, a ja czułem jak powoli ze mnie ulatuje chęć rozmowy a wkracza nuda. Szczerze mówiąc sam nie wiedziałem co tu robię i dlaczego stoję tu jak słup soli nawet się nie ruszając tylko czekając nawet sam nie wiem na co.
-Będziesz teraz rozmyślać nad swoim życiem? Jak tak to ja idę- parsknąłem.
Klacz potrząsnęła głową i zamrugała oczami, budząc się. Patrzyła na mnie przez chwile, potem orientując się, że nadal stoi przede mną.
-Tak, nie... to znaczy... Przepraszam, za bardzo pochłonęły mnie myśli- zakłopotała się, lecz po chwili wróciła do siebie- Jeśli chcesz to idź...- znowu się zacięła- Czy my kiedyś się już spotkaliśmy- spytała po chwili.
Zaśmiałem się, próbując ściszyć ton, tak by jej w miarę nie obrazić. Co jej niby przyszło do głowy, dobrze pamiętam z jakimi końmi obcowałem i nawiązywałem jakikolwiek kontakt. Spojrzałem na nią, uśmiechając się nadal rozbawiony.
-Rozumiem, że to miało być pytanie retoryczne?
-Ależ ja nie widzę w tym nic śmiesznego- prychnęła.
-Raczej nie, nie spotkaliśmy się, ale co ci niby przyszło do głowy, co?- znowuż przybrałem wyraz opanowanego ogiera.
Filjan? Też nie mam weny...
Od Filjan
CD opowiadania Javier'a
Javier, Javier, Javier... Dam sobie kopyto uciąć, że o nim gdzieś słyszałam, ale gdzie? Kompletnie sobie nie mogę sobie przypomnieć. No cóż... Może później sobie przypomnę, a teraz chyba wypadałoby kontynuować tą rozmowę o wszystkim i o niczym... No właśnie, ale od co by tu powiedzieć? Mimo, że chciałam skupić soją uwagę na tym, o czym będę zanudzać Javier'a, nie potrafiłam tego zrobić. Czemu? Odpowiedź była więcej niż oczywista, w mojej głowie został tylko jeden wyraz. Castiel... Nie, to już dawno za tobą, pamiętasz? To on Cię zostawił, nie masz prawa o nim myśleć. Kolejny się znalazł, który bawi się twoim życiem... - Takie słowa zawsze sobie wmawiałam odkąd odszedł. Nie potrafiłam i nie potrafię poradzić sobie z tą stratą. Ale Filjan! Javier właśnie stoi przed sobą, i choć nie jest idealnym towarzyszem rozmowy, to dało się z nim wytrzymać. Po chwili jednak, ogier przerwał moje rozmyślania mówiąc:
(Javier? Przedłużałam jak mogłam, kompletny brak weny...)
Javier, Javier, Javier... Dam sobie kopyto uciąć, że o nim gdzieś słyszałam, ale gdzie? Kompletnie sobie nie mogę sobie przypomnieć. No cóż... Może później sobie przypomnę, a teraz chyba wypadałoby kontynuować tą rozmowę o wszystkim i o niczym... No właśnie, ale od co by tu powiedzieć? Mimo, że chciałam skupić soją uwagę na tym, o czym będę zanudzać Javier'a, nie potrafiłam tego zrobić. Czemu? Odpowiedź była więcej niż oczywista, w mojej głowie został tylko jeden wyraz. Castiel... Nie, to już dawno za tobą, pamiętasz? To on Cię zostawił, nie masz prawa o nim myśleć. Kolejny się znalazł, który bawi się twoim życiem... - Takie słowa zawsze sobie wmawiałam odkąd odszedł. Nie potrafiłam i nie potrafię poradzić sobie z tą stratą. Ale Filjan! Javier właśnie stoi przed sobą, i choć nie jest idealnym towarzyszem rozmowy, to dało się z nim wytrzymać. Po chwili jednak, ogier przerwał moje rozmyślania mówiąc:
(Javier? Przedłużałam jak mogłam, kompletny brak weny...)
Od Rossy
CD Pride
Przytaknęłam głową. Ruszyłyśmy z miejsca.
***
Chodząc po terenach, rozmawiałyśmy ze sobą. Nikogo nie było. No cóż każdy siedział w swojej jaskini. Ciągle rozmyślałam o moim partnerze. Nie odzywa się do mnie. Wychodzi bez słowa, wraca jakoś w nocy... Może mu na mnie nie zależy? Może byłam naiwna że mnie kocha...
- Czy coś się dzieje? - zapytała klacz.
Popatrzyłam na nią.
- Nie nic się nie dzieje... - powiedziałam.
< Pride?>
Przytaknęłam głową. Ruszyłyśmy z miejsca.
***
Chodząc po terenach, rozmawiałyśmy ze sobą. Nikogo nie było. No cóż każdy siedział w swojej jaskini. Ciągle rozmyślałam o moim partnerze. Nie odzywa się do mnie. Wychodzi bez słowa, wraca jakoś w nocy... Może mu na mnie nie zależy? Może byłam naiwna że mnie kocha...
- Czy coś się dzieje? - zapytała klacz.
Popatrzyłam na nią.
- Nie nic się nie dzieje... - powiedziałam.
< Pride?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)