środa, 22 kwietnia 2015

Od Figara

CD Perły

Stałem jak słup i przypatrywałem się wilkom... Nie mogłem w tu uwierzyć że brat Perły siedzi sobie tak przy nich spokojnie a one przy nim... To było dla mnie nie zrozumiałe. Nie bałem się tylko była to niecodzienna sytuacja. Nagle Perła mnie zawołała.
- Figaro ! Idziesz czy nie - zapytała z uśmiechem.
- Tak ! Już idę ! - powiedziałem odwzajemniając uśmiech.
- To wchodzimy do wody ? - zapytała.
- Jasne ! - odpowiedziałem z chęciom. Lubię pływać choć nie tak bardzo jak biegać. - odparłem.
- No to chodźmy !
I ruszyliśmy do wody. Woda była bardzo relaksująca. W końcu mogłem trochę odpocząć. Była to miła odmiana. Cieszyłem się że Perła mnie oprowadziła i że spędzamy razem czas bo tak to bym pewnie skubał trawę na łące lub chodzić bez celu...
- I jak? Podoba ci się? - zapytała uśmiechając się i pływając.
- Bardzo. Dzięki że oprowadziłaś mnie po wszystkich terenach. - powiedziałem i się uśmiechnąłem.
- Nie ma za co... To ja ci dziękuję. - nagle do mnie powiedziała.
- Za co niby? - zapytałem zdziwiony.
- Za to że mnie wspierałeś... Wiesz... twoje słowa dodały mi trochę otuchy. - odpowiedziała nieśmiało.
- Naprawdę nie ma za co... kiedy ktoś potrzebuje pomocy to można na mnie polegać. - odparłem pewnie. Jeśli będziesz potrzebowała jeszcze mojej pomocy do śmiało. - powiedziałem i zanurkowałem pod wodę.
Klacz próbowała mnie znaleźć ale jej się nie udało. W końcu szybko wypłynąłem i ochlapałem ją wodą.
- Ej! A więc tak... - powiedziała z uśmiechem i pewną tajemniczością.
- A co? - zapytałem. W końcu jesteśmy w wodzie. - odparłem uśmiechnięty.
Nagle ona mnie też ochlapała ! I tak o to zaczęła się bitwa kto kogo bardziej ochlapie... Oczywiście oboje byliśmy mokrzy... No ale przynajmniej była fajna zabawa. A czasami trzeba trochę odreagować od niektórych przeżyć.
- To co wracamy? - zapytała zmęczonym głosem.
- Tak. Jestem już trochę zmęczony. - odparłem i razem wyszliśmy z wody.
- Fajnie się dzisiaj bawiłam. - odparła uśmiechając się.
- Ja też. No ale to i tak ja wygrałem z tym ochlapywaniem się. - odparłem i się podstępnie uśmiechnąłem.
- Co? Ty ! Nie ma mowy... To ja wygrałam. - odpowiedziała uśmiechając się.
- No niech ci będzie. - powiedziałem. Następnym razem to ja wygram. - popatrzyłem na nią i się uśmiechnąłem.
- Nie dam ci żadnych szans. - powiedziała i uśmiechnęła się tajemniczo.
- Odprowadzę cię do dom. - powiedziałem chętnie.
- Nie trzeba. - odparła nieśmiało.
- Oj... odprowadzę cię... Dla mnie to żaden problem. - powiedziałem i nie dałem się jej przekonać.
Szliśmy przez tereny stada i patrzyliśmy w gwieździste niebo uważając przy tym żeby nie zaliczyć gleby... W końcu dotarliśmy do jaskini Perły.
- Jeszcze raz dzięki za świetną zabawę. - powiedziała nieśmiało.
- Nie ma za co. ja też się świetnie bawiłem. - odpowiedziałem uśmiechając się.
nagle zobaczyłem ładnego kwiatka. Ziołem go i wplątałem w grzywę klaczy. Nie dałem jej nic powiedzieć bo od razu pokłusowałem do siebie krzycząc do niej:
- Do zobaczenia !

< Perła ? >

wtorek, 21 kwietnia 2015

Od Jupitera

CD Sode No Shirayuki

Szliśmy w milczeniu. Uważnie przyglądałem się mojej towarzyszce. Ciężko było ją rozgryźć, ona była… Inna. Tak, to chyba właściwe określenie. Widać było, że stroniła od towarzystwa innych, a jednak nie powiedziała mi po prostu "spadaj", a oczywiście mogła to zrobić i wtedy zostawiłbym ją w spokoju. Jednak postąpiła inaczej.
Szliśmy spokojnie w niewiadomym kierunku, aż dotarliśmy do pewnego lasu. Nie był on jednak zwyczajny. Drzewa oraz rośliny miały różowawy odcień, a wokół unosił się zapach róż.
- Co to za miejsce? - zapytałem
- Tak zwana "Aleja Róż" - odpowiedziała obojętnie
Rozejrzałem się. I wtedy je zobaczyłem. Zakochane pary. WSZĘDZIE. Wszystkie wpatrzone w siebie i tak boleśnie szczęśliwe… Pomyślałem o June. Mimo licznych prób nigdy nie mogłem pozbyć się jej z pamięci. Mimowolnie przeszedł mnie dreszcz. Sode No Shirayuki spojrzała się na mnie dziwnie, ale nic nie powiedziała.
- Choćmy stąd. - rzuciłem i ruszyłem przed siebie.
Pomału oddalaliśmy się od tego przeklętego miejsca zagłębiając się coraz dalej w las.
Dyskretnie przyglądałem się klaczy. Niby taka chłodna i nieprzyjemna, izolująca się od społeczności. Myślę, że to dlatego, że sama nigdy nie chciała dopuścić do siebie myśli, że ktokolwiek mógłby zechcieć z nią spędzać czas. Myli się. Byłem pewien, że uda się nawiązać z nią nić porozumienia. Ale muszę dać jej czas. Ledwie mnie zna.
- Długo jesteś w stadzie? - zapytałem nagle
- Od jakiegoś czasu.
- Dzięki za odpowiedź. - westchnąłem z ironią.
Krajobraz zaczął się powoli zmieniać. Robiło się mroczniej, drzewa były bardziej ponure a z powodu panującej mgły widoczność ograniczała się do kilku metrów. Nagle usłyszałem szelest w krzakach. Właściwie zanim jeszcze zdążyłem pomyśleć, szybko odwróciłem się w stronę dźwięku i ustawiłem w pozycji bojowej. Tak mnie wyszkolono.
- Co się… - Klacz urwała, bo chyba właśnie zobaczyła to co ja.

Sode? Sorry, że takie krótkie, brak weny ;-;

Od Perły

CD Figaro

- No...nie do końca. Słabo mi trochę. Jeżeli mógłbyś...
Spojrzałam na niego. Sama nie wiedziałam co się ze mną działo, może pogoda tak na mnie zadziałała? Muszę dokładnie się przebadać, myślę, że Cello mogłaby mi pomóc. Ale to jutro. Dziś jeszcze wytrzymam, nie jestem "chora" w stanie krytycznym.
- Oczywiście.
Pomagał mi iść. Strasznie kręciło mi się w głowie. Może to z tych wszystkich emocji. Sama już nie wiem.
- Dziękuję Ci! Nie wiesz nawet ile jestem Ci winna.
Doprowadził mnie do jaskini. Byłam mu za to wdzięczna, mój brat miałby to w nosie, że ja się czuję tak, czy tak.
- To...do jutra?
Figaro popatrzył się na mnie pytająco, ale też z troską w głosie. Uśmiechnęłam się lekko.
- Do jutra.
Powiedziałam pewnym głosem. Od razu położyłam się do jaskini i zasnęłam prawie natychmiastowo.
***
 Wczesnym rankiem wstałam jak codziennie na obfite śniadanie. Czułam się już lepiej niż wczoraj, ale miałam większy apetyt niż zwykle. Później przyszedł do mnie Figaro.
- Cześć!
Podbiegł do mnie galopem.
- Hej.
Odpowiedziałam mu i wierzgnęłam tylnymi nogami.
- Jak tam? Już lepiej się czujesz?
Zapytał spokojnie. Przytaknęłam.
- Chyba widać.
Zaśmiałam się serdecznie.
- Idziemy na inne tereny?
Zaproponował ogier.
- Tak, dokończymy już. Zostało ich niewiele...
A więc tak po kolei przeszliśmy wszystko, co pozostało. Na koniec odwiedziliśmy Rajską Plażę, ulubione miejsce spoczynku mojego brata. Był tam i dziś. Wylegiwał się z warczącymi wilkami śmierci, jego żywiołu.
- Cześć Akcenciku.
Popatrzyłam na niego z troską. O młodszego brata jako odpowiedzialna siostra musiałam się martwić nawet, gdy jest już dorosły.
- Hej, już się pozbierałaś?
Popatrzył na mnie ze zdziwieniem.
- Z pomocą Figara.
Uśmiechnęłam się. Kuśtykałam jeszcze lekko na tylną nogę, ale było to prawie niezauważalne.
- Co ci się stało? Potykasz się...
Jego zachowanie było dziwne. Dziwne? Mało powiedziane. Zawsze kłóciliśmy się razem, a teraz zmienił się. Czyżby wydoroślał? Niemożliwe.
- Ach, to skomplikowane. Już czuję się dobrze.
Podsumowałam ten temat. Nie lubię rozmawiać o moim zdrowiu.
- Figaro, to jest dobre miejsce na zabawę w wodzie. Wskakujemy?
Obejrzałam się za kolegą. Stał jak słup przypatrując się wilkom.

< Figaro?>

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Od Figara

CD Perły

Klacz na mnie spojrzała a ja na nią po czym odparłem:
- Tak. Mam już swoją jaskinię. Nie pamiętasz?
Klacz spojrzała na mnie i sobie uświadomiła że faktycznie maiłem już przydzieloną jaskinię.
- Wybacz... Przez to wszystko zapomniałam... - odwróciła na chwilę wzrok.
- W porządku. - odparłem spokojnym głosem. Rozumiem cię.
- Więc... Chcesz obejrzeć resztę naszych terenów? - spytała z grzeczności.
- Fajnie by było gdyby ktoś mnie po nich oprowadził i powiedział o nich co nieco... - powiedziałem i jeszcze raz na nią uważnie popatrzyłem. Nie chciałem by zadawała sobie trud zwłaszcza gdy była jeszcze trochę przybita. I było po niej widać że jest wyczerpana...
- No to chodźmy. - odparła po czym ruszyliśmy spokojnym tempem.
Zaczęła mi pokazywać po kolei wszystkie tereny należące do stada. Były naprawdę fascynujące. Pod koniec zaczęło się już trochę ściemniać a Perła zaczęła się powoli potykać z wyczerpania dlatego postanowiłem że odłożymy resztę zwiedzania na później.
- Perło... - zacząłem. Może lepiej będzie jak jutro zwiedzimy resztę terenów... Robi się późno a ty jesteś już zmęczona...
- Nie żartu... Wszystko jest w porządku - zapewniła mnie ale widziałem po niej że tak nie jest...
- Nie udawaj twardej. - powiedziałem poważnie. Możesz sobie zrobić tylko przez to krzywdę...
I nagle wykrakałem... Bo się w końcu przez to potykanie wywróciła !
- Perła ! - krzyknąłem przerażony. I szybko do niej podbiegłem. Nic ci nie jest? - zapytałem zmartwiony.
- Nie nic... - powiedziała. Wszystko w porządku...
Próbowała się sama podnieść ale nie miała dość siły więc jej w tym pomogłem.
- Choć ! Zaprowadzę cię do twojej jaskini... - powiedziałem troskliwie, ale ona się upierała.
- Nie trzeba Figaro... Sama pójdę... - powiedziała i zrobiła dwa kroki odsuwając się ode mnie.
- Jesteś pewna ? - zapytałem. Bo dla mnie to żaden kłopot.
Popatrzyła na mnie a ja czekałem cierpliwie na jej odpowiedź. Była bardzo osłabiona i dlatego się tak o nią martwiłem...

< Perła? >

Od Perły

CD Fiagara

Westchnęłam cicho.
- Figaro... jesteś bardzo pocieszny. Chyba tak będzie mądrzej. Nadal mi smutno, ale nie będę o tym myśleć.
Byłam mu wdzięczna za te wszystkie słowa otuchy. Tylko ciekawe, co teraz robi mój brat. Nie poszedł z nami, więc pewnie krząta się z Granixem niczym uporczywa mucha po całym stadzie.
- Drobiazg. Tylko powiedziałem to, co myślę.
Wzruszył ramionami. Dotarliśmy do Wodospadu Dusz.
 - Wsłuchuj się w odgłosy. Tu usłyszysz głosy przodków.
Przed nami pojawił się niewyraźny duch. Nie bałam się.
- Tajga?
Zapytałam przekonana, że to ona.
- Skąd mnie znasz?
Zapytała poważnie.
- Kiedyś słyszałam, jak Havana o tobie mówi. Jestem Perła. Zdaje się, że moja matka ostatnio odeszła.
Wyjaśniłam jej to wszystko. Pokiwała głową.
 Rzeczywiście. Lavora tu jest, a ja tak tu jestem na minutkę. Nie wolno nam tu być.
I zniknęła. Ucieszył mnie przynajmniej fakt, że jest z nimi w lepszym świecie.
-No dobrze. Powiedzieć to Akcentowi, czy nie.
Rozmyślałam na głos.
 - Jak uważasz. Jak myślisz, co by zrobił?
Ogier odwrócił wzrok.
 - On by mnie wyśmiał. Nic mu nie mówię, on już pewnie nie płacze. Śmierć to jego żywioł i ciężkie dla niego było tylko cierpienie matki.
Coś innego przemknęło nam przed oczyma.
 - To...inny duch?
Figaro osłupiał.
- Nie, to śmignęła przed nami śmierć.
Popatrzyłam na brata zamienionego mocą w tak zwaną "Śmierć". Miał siwą maść i był niesamowicie szybki.
- Cześć. Jak tam, już chyba widzisz co robię. Miałaś rację, to co zwykle. Znasz mnie na wylot.
Powiedział zirytowany co mnie rozśmieszyło.
- Znowu zaczynasz te dziecięce kłótnie? Braciszku, zachowuj się jak dorosły.
Rzuciłam mu ostatnie spojrzenie i miałam zamiar iść do jaskini.
- Figaro, masz już swoją jaskinię?
Spojrzałam na niego badawczo. Może alfa mu jeszcze jej nie przydzieliła?

<Figaro?>

niedziela, 19 kwietnia 2015

Od Sode No Shirayuki

CD Jupitera

Spoglądałam w ciszy przez jakiś czas na Jupitera. Nie odchodził. Zdziwiło mnie to, ponieważ większość koni nie chciała mieć ze mną do czynienia. Zawsze chodziłam samotnie po terenach stada i nikt nigdy nie miał ochoty do mnie podejść. Wyjątek stał przede mną. Westchnęłam i odwróciłam się od konia.
- Dokąd idziesz? - spytał od razu
- Na spacer - odrzekłam - Nie mam nic innego do roboty.
- Mógłbym przejść się z tobą? - usłyszałam. Zatrzymałam jedno kopyto w powietrzu i odwróciłam się do ogiera. Powoli postawiłam nogę na ziemi.
- Jesteś pewien? - uniosłam do góry jedną brew
- Jasne. - odpowiedział pewnym głosem - Czemu nie? - uśmiechnął się
- Cóż, dopiero dołączyłeś więc w zasadzie to nie aż takie dziwne... - wymamrotałam bardziej do siebie niż do Jupitera po czym dodałam już głośniej - Nie znasz mnie. Zazwyczaj inni mnie unikają. Z pewnością ty też zaczniesz to robić, kiedy spędzisz ze mną trochę czasu.
- I tak nie znam tu na razie nikogo innego. A Havana ma swoje sprawy do załatwienia. Natomiast ty wyglądasz jakbyś się nudziła. - zauważył Jupiter wciąż się uśmiechając. "Trudno go zrozumieć." pomyślałam.
- Rób jak chcesz. - powiedziałam w końcu - Ale pamiętaj, że jestem raczej typem samotnika. - po chwili szliśmy już razem w niewiadomym kierunku.

< Jupiter? sroki że tak długo mi zeszło z tym cd ale to jednorazowy przypadek xd >

Od Qerida

CD Rossy

Uśmiechnąłem się delikatnie, a w głowie zapaliła się mała żaróweczka. Miałem niespodziankę dla Rossy, mam nadzieję, że udaną i jej się spodoba. Od razu zacząłem jej mówić, że ma się przygotować na wieczór.
-Dzisiaj zabieram cię na romantyczną przechadzkę po pewnym terenie, ale nie mogę zdradzić reszty. To niespodzianka i pomimo tego, że zapewne jesteś ciekawa co to takiego nie mogę zdradzić. Bo jak się coś nie uda to będzie tak cudownie jak zaplanowałem- chodziłam w jednym miejscu, czując jak wzrok mojej partnerki wodzi za moimi ruchami, a na jej twarzy wstępuje delikatny uśmiech.
-Dobrze lowelasie... przygotuję się- odparła niepewnie.

*Wieczorem*
Spojrzałem w niebo. Bezchmurne, nie zapowiadało się na deszcz, a w razie czego poproszę wiatry by przegoniły chmury, lecz na razie nie zapowiada się na nic nie ciekawego. W końcu nastała godzina wyruszenia. Popędziłem do jaskini. Rossa stała już i czekała.
-A więc gotowa?- spojrzałem na pięknie wystrojoną partnerkę, a moje oczy zalśniły momentalnie.
Kiwnęła głową, nadal głowiąc co ja to wymyśliłem.
-Zapraszam- ustawiłem się bokiem.
Rossa podeszła i stanęła tuż przy mnie. Potem kazałem jej zamknąć oczy. Wiem, że to już nieco przestarzałe, ale zawsze bardziej tajemnicze.
-Możesz otworzyć oczy- szepnąłem po chwili gdy tylko dotarliśmy do Zatoki Gwiazd.
Klacz otworzyła je i rozejrzała się. Chwyciłem ją za brodę i skierowałem głowę do góry.
-Popatrz w niebo- szepnąłem po raz kolejny i spojrzałem jej w oczy, pomimo tego, że ona mam nadzieję, że z zachwytem patrzyła na spadające meteory.
-Chciałem by było romantycznie. Tylko ty i ja. I wiem, że teraz mam czas podzielony... ale nadal cię kocham. Tak samo mojego syna- odpowiedziałem i również spojrzałem w niebo.

Rossa?