CD Ikaleta
Słońce chyliło się już ku zachodowi. Zrobiło się chłodniej. Nagle zerwał się silny wiatr. Ikalet popatrzył na mnie pytającym spojrzeniem.
-No co, to nie ja!!!Ten wiatr to nie ja!-wykrzyknęłam obracając się przodem do wiatru, aby rozwiał moją grzywkę z oczu.
Lunął deszcz. Ciężkie krople bębniły o mój grzbiet. Momentalnie zrobiło się zimno.
-Chyba już wolę jak mi gorąco.-wyznałam szczękając zębami.
-Chodź do mojej jaskini!-krzyknął ogier i ruszył galopem.
-Poczekaj! Do mnie jest bliżej.-zatrzymałam ogiera.
-A ja ci mówię, że do mnie będzie szybciej.-spojrzał na mnie wyczekująco.
-A nie do mnie...
-Nie, do mnie.-odparł.-Zobaczysz.
-No dobrze. Prowadź!
Ruszyliśmy galopem. Biegłam za Ikaletem z łatwością dotrzymując mu kroku. Po chwili byliśmy w jaskini, ale zdecydowanie dłuższej chwili niż gdybyśmy biegli do mojej. Otrzepałam się z wody chlapiąc na wszystko dookoła, łącznie z moim towarzyszem.
-Ups.-zaśmiałam się.-Od razu lepiej. Nieźle leje.-stwierdziłam patrząc na strugi deszczu.
Kiwnął głową. W jaskini było ciepło i przytulnie, chociaż co chwilę wpadał zimny wiatr.
<Ikalet? Brak weny...>
niedziela, 13 września 2015
piątek, 11 września 2015
Od Smile - CD Black Angel'a
- Nikt nie musi mnie przedstawiać, nie jestem małym źrebakiem - wysyczałam, zaciskając zęby, aby nie wybuchnąć
- A więc jak się nazywasz? - tym razem matka Black Angel'a skierowała się do mnie, uśmiechając się bezstrosko
Poczułam coraz silniejszą wściekłość, która narodziła się z głęboko ukrywanej nienawiści do takich wesołków ja ta klacz przede mną. Spojrzałam na nią, miażdżąc ja wzrokiem. Napięłam mięśnie, gotowa do szybkiego wystartowania w pogoń, jednak Black Angel, który stał tuż obok mnie, widocznie wyczuł co się dzieje, bo zrobił krok do przodu, jakby chciał nas odgrodzić.
Chryse patrzyła na mnie wyczekująco, jakby nadal czekała na moje imię. Podniosłam wyżej głowę, patrząc na nią wyzywająco, odwzajemniła spojrzenie. I po raz kolejny poczułam chęć zaatakowania jej, jednak Black, który stał już naprzeciwko mnie i patrzył raz na mnie raz na matkę zupełnie uniemożliwiał mi to. Zapanowała długo cisza, przez którą cały czas wpatrywałam sie w Chryse. Wreszcie Black Angel odezwał się, jednak ja byłam szybsza. Skoczyłam, zanim zdążył dokończyć słowo. Klacz nie zdążyła nawet zerwać się do ucieczki.
(Black Angel?)
- A więc jak się nazywasz? - tym razem matka Black Angel'a skierowała się do mnie, uśmiechając się bezstrosko
Poczułam coraz silniejszą wściekłość, która narodziła się z głęboko ukrywanej nienawiści do takich wesołków ja ta klacz przede mną. Spojrzałam na nią, miażdżąc ja wzrokiem. Napięłam mięśnie, gotowa do szybkiego wystartowania w pogoń, jednak Black Angel, który stał tuż obok mnie, widocznie wyczuł co się dzieje, bo zrobił krok do przodu, jakby chciał nas odgrodzić.
Chryse patrzyła na mnie wyczekująco, jakby nadal czekała na moje imię. Podniosłam wyżej głowę, patrząc na nią wyzywająco, odwzajemniła spojrzenie. I po raz kolejny poczułam chęć zaatakowania jej, jednak Black, który stał już naprzeciwko mnie i patrzył raz na mnie raz na matkę zupełnie uniemożliwiał mi to. Zapanowała długo cisza, przez którą cały czas wpatrywałam sie w Chryse. Wreszcie Black Angel odezwał się, jednak ja byłam szybsza. Skoczyłam, zanim zdążył dokończyć słowo. Klacz nie zdążyła nawet zerwać się do ucieczki.
(Black Angel?)
środa, 9 września 2015
Flower Desert jest w ciąży
Gratulujemy ci serdecznie i życzymy aby wszystko poszło bardzo dobrze :D

Matka: Flower Desert
Ojciec: Corriento
Data porodu: 16.09.2015r.
wtorek, 8 września 2015
Od Flower Desert
CD Corriento
Corriento powiedział, że nie lubi dzieci. No, ok, ojcowie nie angażują się w wychowywanie, a po roku - dwóch latach już po kłopocie. Coś czuję, że nie będzie to takie straszne, jak się wydaje. Przecież maluchy uczą się chodzić i biegać kilka minut po urodzeniu, no maksymalnie godzinę. Porozumiewać się praktycznie też potrafią prawie od początku życia. Wystarczy zapewnić jedzenie, nauczyć je zdobywać, bronić i uczyć jak się broni. To nie jest dużo i półroczne źrebię jest w stanie odbiec od niebezpieczeństwa ma kilka metrów.
- Będę z nim, lub z nimi, a Ty nie musisz się przejmować. Będą bawić się z dala od Ciebie, tylko przynajmniej wieczorami poświęcaj im trochę czasu.
Postanowiłam stanowczo.
- No, ok. Postaram się, jak mówiłem.
Przytaknął i wrócił do swoich spraw. Ech, a ja jestem najszczęśliwszą klaczą na świecie...mogę wdychać powietrze przepełnione moim małym szczęściem i delektować się myślą o rodzinie. Mam to w genach, jestem bardzo rodzinna, a tak powinna wyglądać normalna rodzina. Kochający partner i potomstwo. Mam nadzieję, że długo pożyję w takiej wspaniałej rodzinie. Ech, dziś też muszę odwiedzić Amber. Pobiegłam więc nad Wodospad Dusz i zwierzyłam się Jej.
- Hej, Amber...ech...- przeczyściłam kopytem 'nagrobek' - Wiesz, jestem w ciąży. Jak Ty. Jeśli da się tam, w niebie mieć dzieci, to pewnie już masz źrebaka. Ale to raczej niemożliwe.
Nagle coś zwróciło moją uwagę. Było czarne i wysokie i przypominało...
- Sangre?!
...demona. Cofałam się powoli. Bałam się.
- Bardzo blisko, kochana. Dziadziuś Sangre przekazał mi dużo z wyglądu.
Na mojej szyi zacisnęła się lodowa obręcz.
- Puść mnie!
Krzyknęłam próbując uciec.
- Nie, nie, nie. Klacze w ciąży są przeze mnie szczególnie dręczone...
Lód zmienił się w metal.
- Ratunku!
Wyrywałam się. Nagle zza drzew wybiegł Corr. Skopał ogiera, który chyba dał już sobie spokój, bo puścił mnie. Wtedy uciekliśmy.
- Dlaczego to robisz?
Spytałam na koniec.
- Nie pytaj, tak zostałem wychowany.
Zaśmiał się bezlitośnie.
- Szkoda, że takie konie idą złą drogą.
Powiedziałam.
- Poprawka, demony.
Zagwizdał i oddalił się. Wzruszyłam ramionami i poszliśmy do jaskini.
<Corr?>
Corriento powiedział, że nie lubi dzieci. No, ok, ojcowie nie angażują się w wychowywanie, a po roku - dwóch latach już po kłopocie. Coś czuję, że nie będzie to takie straszne, jak się wydaje. Przecież maluchy uczą się chodzić i biegać kilka minut po urodzeniu, no maksymalnie godzinę. Porozumiewać się praktycznie też potrafią prawie od początku życia. Wystarczy zapewnić jedzenie, nauczyć je zdobywać, bronić i uczyć jak się broni. To nie jest dużo i półroczne źrebię jest w stanie odbiec od niebezpieczeństwa ma kilka metrów.
- Będę z nim, lub z nimi, a Ty nie musisz się przejmować. Będą bawić się z dala od Ciebie, tylko przynajmniej wieczorami poświęcaj im trochę czasu.
Postanowiłam stanowczo.
- No, ok. Postaram się, jak mówiłem.
Przytaknął i wrócił do swoich spraw. Ech, a ja jestem najszczęśliwszą klaczą na świecie...mogę wdychać powietrze przepełnione moim małym szczęściem i delektować się myślą o rodzinie. Mam to w genach, jestem bardzo rodzinna, a tak powinna wyglądać normalna rodzina. Kochający partner i potomstwo. Mam nadzieję, że długo pożyję w takiej wspaniałej rodzinie. Ech, dziś też muszę odwiedzić Amber. Pobiegłam więc nad Wodospad Dusz i zwierzyłam się Jej.
- Hej, Amber...ech...- przeczyściłam kopytem 'nagrobek' - Wiesz, jestem w ciąży. Jak Ty. Jeśli da się tam, w niebie mieć dzieci, to pewnie już masz źrebaka. Ale to raczej niemożliwe.
Nagle coś zwróciło moją uwagę. Było czarne i wysokie i przypominało...
- Sangre?!
...demona. Cofałam się powoli. Bałam się.
- Bardzo blisko, kochana. Dziadziuś Sangre przekazał mi dużo z wyglądu.
Na mojej szyi zacisnęła się lodowa obręcz.
- Puść mnie!
Krzyknęłam próbując uciec.
- Nie, nie, nie. Klacze w ciąży są przeze mnie szczególnie dręczone...
Lód zmienił się w metal.
- Ratunku!
Wyrywałam się. Nagle zza drzew wybiegł Corr. Skopał ogiera, który chyba dał już sobie spokój, bo puścił mnie. Wtedy uciekliśmy.
- Dlaczego to robisz?
Spytałam na koniec.
- Nie pytaj, tak zostałem wychowany.
Zaśmiał się bezlitośnie.
- Szkoda, że takie konie idą złą drogą.
Powiedziałam.
- Poprawka, demony.
Zagwizdał i oddalił się. Wzruszyłam ramionami i poszliśmy do jaskini.
<Corr?>
Od Corriento
CD Flower Desert
Popatrzyłem na klacz. No...ostatnio trochę się zmieniła, ale żeby aż tak? Nagle przyszło mi na myśl coś okropnego.
- Zdradziłaś mnie?!
Do moich oczu napływały łzy.
- Nie, głuptasie...to Ty jesteś ojcem.
Zamurowało mnie. Nigdy nie byłem ojcem.
- Wiesz, jeśli mam nim być będę surowy. I ja muszę powiedzieć...niezbyt lubię dzieci. Ale może czasem będę pomagał w wychowywaniu.
Powiedziałem na koniec całując klacz w czoło.
- Możesz być surowy, ale nie krzycz, bo będzie w przyszłości nieśmiałe.
Odpowiedziała dość poważnie.
- No, dobrze. Ok, postaram się. Ale więcej czasu Ty z nim będziesz.
Dopowiedziałem jeszcze. Ach, muszę się z tym pogodzić...będę miał dziecko. To nie jest dobry moment, może zbytnio się do Niej zbliżyłem, ale wygląda na szczęśliwą.
<Flower? Brak czasu, weny i wszelkich pomysłów...>
Popatrzyłem na klacz. No...ostatnio trochę się zmieniła, ale żeby aż tak? Nagle przyszło mi na myśl coś okropnego.
- Zdradziłaś mnie?!
Do moich oczu napływały łzy.
- Nie, głuptasie...to Ty jesteś ojcem.
Zamurowało mnie. Nigdy nie byłem ojcem.
- Wiesz, jeśli mam nim być będę surowy. I ja muszę powiedzieć...niezbyt lubię dzieci. Ale może czasem będę pomagał w wychowywaniu.
Powiedziałem na koniec całując klacz w czoło.
- Możesz być surowy, ale nie krzycz, bo będzie w przyszłości nieśmiałe.
Odpowiedziała dość poważnie.
- No, dobrze. Ok, postaram się. Ale więcej czasu Ty z nim będziesz.
Dopowiedziałem jeszcze. Ach, muszę się z tym pogodzić...będę miał dziecko. To nie jest dobry moment, może zbytnio się do Niej zbliżyłem, ale wygląda na szczęśliwą.
<Flower? Brak czasu, weny i wszelkich pomysłów...>
poniedziałek, 7 września 2015
Od Flower Desert
CD Corriento
Musiałam o czymś ważnym powiedzieć ogierowi. Jeżeli oczywiście miał zostać ze mną do końca musiał to zrozumieć. Westchnęłam. Bałam się Jego reakcji, odrzucenia.
- Corr, ale musisz zrozumieć...
Westchnęłam jeszcze kilka razy.
- Nie krępuj się.
Ośmielał mnie ogier.
- Ale ja nie wiem...bo Ty możesz nie zrozumieć.
Byłam bardzo zakłopotana tą całą aferą z powodu...zaraz się dowiecie.
- Postaram się zrozumieć, choć często nie rozumiem samic.
Uśmiechnął się tak czarująco...że musiałam już powiedzieć.
- Byłam niedawno u swojej mamy. Zaczęła dziwnie patrzeć na mnie, na moje zachowanie i nagłe zmiany w charakterze. I przebadała mnie...JESTEM W CIĄŻY.
Czekałam na reakcję ogiera. Bardzo się bałam, czułam się okropnie.
- Wiesz, że mówiłem, że nie będę dobrym ojcem?
Powiedział stanowczym tonem.
- Tak, ale ja się będę nim opiekować.
Zasmuciłam się.
- Zaakceptuj to, nigdy nie byłeś ojcem, a może będziesz dobrym.
Powiedziałam jeszcze.
<Corr?>
Musiałam o czymś ważnym powiedzieć ogierowi. Jeżeli oczywiście miał zostać ze mną do końca musiał to zrozumieć. Westchnęłam. Bałam się Jego reakcji, odrzucenia.
- Corr, ale musisz zrozumieć...
Westchnęłam jeszcze kilka razy.
- Nie krępuj się.
Ośmielał mnie ogier.
- Ale ja nie wiem...bo Ty możesz nie zrozumieć.
Byłam bardzo zakłopotana tą całą aferą z powodu...zaraz się dowiecie.
- Postaram się zrozumieć, choć często nie rozumiem samic.
Uśmiechnął się tak czarująco...że musiałam już powiedzieć.
- Byłam niedawno u swojej mamy. Zaczęła dziwnie patrzeć na mnie, na moje zachowanie i nagłe zmiany w charakterze. I przebadała mnie...JESTEM W CIĄŻY.
Czekałam na reakcję ogiera. Bardzo się bałam, czułam się okropnie.
- Wiesz, że mówiłem, że nie będę dobrym ojcem?
Powiedział stanowczym tonem.
- Tak, ale ja się będę nim opiekować.
Zasmuciłam się.
- Zaakceptuj to, nigdy nie byłeś ojcem, a może będziesz dobrym.
Powiedziałam jeszcze.
<Corr?>
sobota, 5 września 2015
Od Corriento
CD Flower Desert
Powoli podszedłem do klaczy, a raczej też do jedzenia. Chciałem zobaczyć, czy zostawi mi chociaż resztki tego, co zje. O dziwo Flower chyba na mnie czekała. Ja jednak tylko się uśmiechnąłem i zaśmiałem się pogodnie odsuwając się.
- Hej, to dla Ciebie kochanie.
Pocałowałem Ją za uchem.
- A Ty...nie jesteś głodny?
Zawahała się jeszcze chwilkę, ale zaczęła jeść.
- Zjem potem, po Tobie.
Przytuliłem Ją i dałem Jej wreszcie się posilić. Ona jest taka uczuciowa...jestem w Niej zakochany po uszy, właśnie między innymi dlatego.
- Skończyłam. Teraz Ty, proszę.
Odsunęła się z delikatnym uśmieszkiem.
- Dobrze, już się posilę, jeżeli takie to dla Ciebie ważne.
Byłem dumny z tego, że znalazłem tak troskliwą partnerkę.
- A Ciebie nie obchodzi to, czy coś jem, czy zdycham z głodu?
Spojrzała na mnie nieufnym spojrzeniem.
- Ależ...nie o to chodzi, kochana... Przecież nie robiłbym Ci jedzenia, gdyby mnie to nie obchodziło.
Tłumaczyłem, bo niezbyt wiedziałem co zrobić. Jej wzrok złagodniał.
- W sumie, - zaczęła - masz rację.
Trochę się speszyła, ale zaraz próbowałem Ją ośmielić. Trochę podgryzałem Jej grzywę, w włosy włożyłem koniczynę i kilka pięknych mleczy i raz po raz całowałem po chrapach.
- Corriento?
Nagle w Jej oczach wymalował się dziwny strach...
<Flower? Nie wiem o czym pisać.>
Powoli podszedłem do klaczy, a raczej też do jedzenia. Chciałem zobaczyć, czy zostawi mi chociaż resztki tego, co zje. O dziwo Flower chyba na mnie czekała. Ja jednak tylko się uśmiechnąłem i zaśmiałem się pogodnie odsuwając się.
- Hej, to dla Ciebie kochanie.
Pocałowałem Ją za uchem.
- A Ty...nie jesteś głodny?
Zawahała się jeszcze chwilkę, ale zaczęła jeść.
- Zjem potem, po Tobie.
Przytuliłem Ją i dałem Jej wreszcie się posilić. Ona jest taka uczuciowa...jestem w Niej zakochany po uszy, właśnie między innymi dlatego.
- Skończyłam. Teraz Ty, proszę.
Odsunęła się z delikatnym uśmieszkiem.
- Dobrze, już się posilę, jeżeli takie to dla Ciebie ważne.
Byłem dumny z tego, że znalazłem tak troskliwą partnerkę.
- A Ciebie nie obchodzi to, czy coś jem, czy zdycham z głodu?
Spojrzała na mnie nieufnym spojrzeniem.
- Ależ...nie o to chodzi, kochana... Przecież nie robiłbym Ci jedzenia, gdyby mnie to nie obchodziło.
Tłumaczyłem, bo niezbyt wiedziałem co zrobić. Jej wzrok złagodniał.
- W sumie, - zaczęła - masz rację.
Trochę się speszyła, ale zaraz próbowałem Ją ośmielić. Trochę podgryzałem Jej grzywę, w włosy włożyłem koniczynę i kilka pięknych mleczy i raz po raz całowałem po chrapach.
- Corriento?
Nagle w Jej oczach wymalował się dziwny strach...
<Flower? Nie wiem o czym pisać.>
Subskrybuj:
Posty (Atom)