Kolejny dzień w nowym stadzie. Bardzo mi się tu podoba. Obudziły mnie
promienie słoneczne wpadające do jaskini przez wejście. Otworzyłem swe
brązowe oczy. Słońce mnie oślepiało. Lecz na mnie to nic nie znaczyło.
Podniosłem się i ruszyłem przed siebie. Wyszedłem z mego domu i
skierowałem się na Mglistą Polanę. Zajadałem trawkę która była
oszałamiająco dobra... Nagle dostrzegłem coś w oddali. Zwróciłem się ku
temu czemuś. Była to woda której pragnąłem. Podszedłem do jeziorka i się
napiłem. Po czym uniosłem głowę. Ujrzałem piękny, tajemniczy most.
Zapragnąłem przygody więc tam ruszyłem w stronę tego mostu. Nosił on
nazwę Most donikąd. Zdradliwa nazwa ale żądanie przygody opętało moje
ciało i duszę. Ruszyłem jak oszalały w stronę tego Mostu. Nagle gdy już
miałem wbiec napotkałem jakąś klacz.
- Witaj. - powiedziała.
- Witaj. - odparłem.
Uniosłem głowę i spojrzałem na Most donikąd.
- Chcesz tam iść? - spytała klacz.
- Tak. A tak po za tym jestem Harry. - rzekłem.
- Ja jestem Coelsho. - przedstawiła się.
- Fajnie. - rzekłem.
Ominąłem ją i wszedłem na most.
- Wiesz co czynisz? - spytała.
- Nie do końca. O moście tym nigdy nie słyszałem jeśli chcesz to możesz iść ze mną ale to tylko twoja decyzja. - powiedziałem.
<Coelsho?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz