CD historii Nevady
Spojrzałem na klacz, nadal rozbawionym wzrokiem.
-Oczywiście, że tak, a jakby inaczej miało być? Oj Nevciu, nie przesadzaj... Już zmokłaś- zachichotałem
-Tak, rzeczywiście masz rację. Przez ciebie- podkreśliła całe ostatnie zdanie.
-Aha... Czyli twierdzisz, że to moja wina, że zmokłaś?- podniosłem brew
-Tak, z całą pewnością- oparła się o skałę
-Tak? Dobrze... to wyjdziemy gdy przestanie padać- powiedziałem, udając lekkie oburzenie
-Ooo... Pan Qerido się zdenerwował?- zażartowała z przekąsem
-A żebyś wiedziała, złośliwcu- uniosłem dumnie głowę
-Biedactwo ty moje- mówiła z sarkazmem
Nie odpowiedziałem tylko prychnąłem pod nosem.
-Jeśli tak to nie będę się z tobą bawił- podszedłem do niej.
-Jeśli masz jakiś następny ,,genialny" pomysł, to daruj- odsunęła, patrząc na moje kopyta
-Przykro mi, za późno- uśmiechnąłem się łobuzersko i wypchnąłem klacz na zewnątrz.
Tak, na ten lejący z nieba, ulewny deszcz. Na szalejący wiatr, którego nie zamierzałem już ani trochę uspokajać. Klacz stała oszołomiona, po chwili zwracając wzrok ku mnie. Początkowo się uśmiechałem, lecz po chwili moja mina spoważniała, a oczy miałem skierowane prosto w klacz, która wpatrywała się we mnie tajemniczo. Po chwili usłyszałem;
-Qerido! Zamordować cię czy tylko ukatrupić! Normalnie zakopię cię i nie odkopię!- krzyknęła
-Czyli to jest znak, że trzeba się chować- zacząłem się powoli cofać w tył
-Wywalisz się w błoto, a ja powiem innym, że to był wypadek. Zgadzasz się?
-Yyy... Nie, ale oświadczam ci, że przemoc rodzi przemoc. Nie wolno bić. W tym przypadku mnie. Nevada?- cofałem się coraz bardziej.
Klacz patrzyła się na mnie, nie odwracając wzroku, jakoś tak śmiesznie wściekle. Ja również, ani na chwilę nie spuściłem oczu z jej wzroku, który przeszywał mnie od środka.
<Nevada? Zabijesz? xD>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz