CD Arsena
Biegliśmy przez, zdawałoby się, opustoszały zagajnik, a ja czułem, że serce tłucze się w mojej piersi coraz mocniej... Co tam zobaczymy? Czy to nasi okładają wrogów, czy może wrogowie są już właśnie w trakcie pozbawiania życia kogoś od nas? Nie, pewnie po prostu się szarpią... A może ktoś zaraz zginie? A co jeśli... Jeśli jest tam Havana, albo Jasper?? Przyspieszyłem do cwału, nie zwracając uwagi na bijące mnie po pysku, cieniutkie i giętkie gałęzie brzóz, w efekcie czego miałem poharatane najdelikatniejsze części pyska. Ale to nie jest ważne, ważne jest to, żeby zdążyć tam na czas!
Odgłosy zdawały się być coraz wyraźniejsze. Podążając za nimi trafiliśmy na niewielką polanę, a pierwsze co rzuciło nam się w oczy to trawa. Trawa zbroczona szkarłatną krwią. Ktoś leżał na krańcach łąki, dysząc ciężko, a w głębi szarpały się ze sobą trzy ogiery. Jeden przeciwko dwóm.
-Pomóż jej!-krzyknąłem do Arsena, wskazując leżącego konia, który okazał się być klaczą, a sam rzuciłem się, by wesprzeć w walce jednego z naszych.
-Co ty tu robisz?-usłyszałem czyjś krzyk. Obróciłem łeb i zobaczyłem Jack'a. Za chwilową nieuwagę musiałem jednak zapłacić mocnym ciosem w bok. Syknąłem, ale nie zamierzałem się poddać.
-Pomagam ci!-krzyknąłem w odpowiedzi.
Tym razem to Jack się odwrócił, chcąc zobaczyć, co się dzieje z klaczą. Mało brakowało, by oberwał tak jak wcześniej ja, jednak zdołałem odeprzeć atak.
-To Szebra!-zawołał.
Arsen? Jack?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz