piątek, 7 marca 2014

Od Damaskusa

Patrolowałem tereny, szukając ewentualnych rannych, pozostawionych samych sobie. Na szczęście nie znalazłem żadnego, co powitałem z ogromną ulgą. Nikomu jeszcze nic poważniejszego się nie stało, chociaż Niebieska i tak ma teraz niezły rozgardiasz, biorąc pod uwagę fakt, że jest jedynym medykiem na 40 koni...
Szedłem nieco nieuważnie. To była niestety moja wrodzona cecha, za którą w końcu przyszło mi zapłacić... Poczułem tępy ból w boku, a jego źródłem okazało się być kopyto jakiegoś konia. Mimo moich obaw, przybysz nie kopnął mnie po raz drugi, tylko patrzył szeroko otwartymi oczami. Trudno się dziwić, był to jeden z naszych. Dokładniej nasza klacz.
-Co ty wyprawiasz?!-wydusiłem, czując gorąco w okolicach klatki piersiowej. Z trudem łapałem powietrze.
-Przepraszam...-wydukała, patrząc na mnie nieco przestraszonym wzrokiem. -Wzięłam cię za obcego. Nic ci nie jest?
Pokręciłem przecząco głową, choć ból wyraźnie dawał o sobie znać.
-Nic się nie stało, na wojnie nie ma zasad savoir vivre...-odparłem. -A tak przy okazji, lepiej się przedstawię, żebyś znowu przypadkiem nie wzięła mnie za obcego.-uśmiechnąłem się do niej. -Jestem Damaskus, a ty?

Nikisha?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz