CD historii Rossy
-Nie wyspałaś się. A tym bardziej jesteś głodna. Chodź... Znam miejsce gdzie trawa o tej porze roku jest w miarę smaczna. Czekaj... Jak się nazywał ten teren? Wodopój Lorangi. Tak, tam jest pyszna- spojrzałem w górę i ruszyłem stępem
Klacz, chodź niechętnie ruszyła za mną. Po pewnym czasie znaleźliśmy się tuż obok jeziora.
-Nawet zimą jest tu zachwycająco. Gdzieś obok drzew mam swoje miejsce i najlepszą trawę- odparłem i podszedłem do małego lasku obok.
Rossa podeszła do niewielkiego drzewka i spojrzała na kępke trawy.
-Spróbuj- zachęciłem ją, uśmiechając się nie widocznie i sam zacząłem skubać trawę.
Woda mimo wiatru zostawała nieruchoma, a ogromne drzewo lekko pochylało swe gałęzie ku tafli, zatapiając końcówki swych gałęzi. Wiatr ucichł, zostawiając po sobie tylko złudzenie szumu. Mimo spokoju nastawiłem czujnie uszy.
<Rossa?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz