"Piękna
zima, naprawdę, piękna zima" myślałam ponuro, kłusując i rozglądając
się wokoło za resztkami chociażby śniegu. Jeżeli znalazłam go trochę,
był brudny, pomieszany z błotem. Typ śniegu "błeee". Błoto rozchlapywało
się spod moich kopyt, i w ten sposób całe moje boki były ubłocone.
Przeszły mnie dreszcze obrzydzenia, gdy jakiś koń przebiegł koło mnie,
wzbijając błoto tak wysoko, że trafiła mnie prosto między w oczy.
Potrząsnęłam łbem, by się go pozbyć, jednak nadaremnie. Przyspieszyłam
więc do galopu, by jak najszybciej pozbyć się tej wstrętnej plamy i zmyć
ją. Wodopój Lorangi wydawał się najbardziej odpowiednim na to miejscem.
Westchnęłam. Gdyby tak spadło chociaż troszkę śniegu, aby zapaść się w
nim, pobawić sie z kimkolwiek z śnieżki. Ale nie, śniegu nie ma i nie
będzie, bo tak sobie ktoś ubzdurał. Ponownie potrząsnęłam pyskiem. Kogo
ja tu obwiniam? Pogodę? Zaczynam już naprawdę myśleć od rzeczy. Byłam
już na miejscu. Panował tu przejmujący spokój. Nikt nie krzyczał, nie
śmiał się. Cisza. Jakbym była tu sama. Rozglądnęłam się. Rzeczywiście,
byłam tu sama. Przekroczyłam ogromne korzenie drzewa, przyglądając się
pniu. Był pokryty mchem, potężny. Jego korona "sięgała chmur". Potężne
to drzewo. Podeszłam do tafli jeziora i pochyliłam się. Zobaczyłam w
wodzie srokatą klacz ze smutnymi oczami, nieco wychudzoną, całą
oblepioną błotem. Zamknęłam oczy, odwracając pysk od wody. Oddech mi się
przyspieszył. Coś tu nie było w porządku. Zmusiłam ciało, aby weszło do
wody, pospiesznie się przemyłam w lodowatej wodzie i wybiegłam w niej
na suchy ląd. To miejsce..., ten spokój, budził we mnie przerażenie,
niepokój, coś tu się wydarzyło... Teraz dopiero zauważyłam, że przez ten
czas pojawił się tu koń, a dokładniej ogier. Nie miałam ochoty
rozmawiać, więc odeszłam z tego miejsca. Dziwnym trafem doszłam do Lasu
Peeves. Poltergeisty? Prychnęłam. One sobie żartują, bawią je nasze
obawy, nasz strach. To dla nich zabawa, a tak naprawdę nic nam zrobić
nie mogą. Weszłam w cień drzew. Panował tu półmrok. Roztaczała się tu
tajemnicza aura, jakby bariera... Szłam naprzód, nie patrząc na boki.
Musiałam pobyć chwilę sama i....
Ciszę przerwał chichot, głośny i irytujący. Słyszałam szelest drzew, wycie wiatru. Poczułam, że coś przed chwilą przemknęło mi przed pyskiem, jednak tak szybko, że nie miałam jak go zobaczyć. Po chwili otoczyły mnie tajemnicze istoty, latające wokół mnie i nie pokazujące się. Ja jednak nie zwracałam na nie uwagi. Szłam dalej, przed siebie. Mimo wszystko tutaj... w tym właśnie lesie zaznałam spokoju, byłam sama, sama z moimi myślami, by móc je przemyśleć, znaleźć na wszystko rozwiązanie. Jednak moja ciekawość była jeszcze większa. Co w tym lesie się kryje? W samym środku lasu... Skąd biorą się poltergeisty? Skąd tu się wzięły i jak one żyją i wyglądają? Czy istnieje tu też inne życie, oprócz tych stworzeń? A może ten las skrywa jeszcze więcej tajemnic, tak wielkich, że nasz umysł ich nie obejmuje? Do głowy przychodziło mi mnóstwo pytań, aż w końcu podjęłam decyzję. Stanęłam, odwróciłam pysk w bok i... zeszłam z drogi, wchodząc w puszczę. Tajemniczą i wielką... CDN |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz