Segregowałem właśnie zioła, sprawdzając, czego muszę dozbierać. W końcu leki dla chorych nie zrobią się same.
-A kuku!-usłyszałem za sobą wesoły głos i od razu się uśmiechnąłem. -Nie strasz mnie-zażartowalem odwracając się w jej stronę. Patrzyłana mnie z zaciekawieniem. -Co tam robisz?-zajrzała mi przez ramię-Znowu?-westchnęła. -Wybacz, kochanie, taka moja praca-musnąłem jej szyję i zacząłem delikatnie jeźdźić chrapami w górę i w dół. -A mógłbyś ją na chwilę zostawić i zająć się mną?-zapytała. -Przecież właśnie to robię-odpowiedzialem i uśmiechnąłem się. Nie wiem dlaczego los zdecydował, że taka wspaniała klacz miała pokochać właśnie mnie. Orania? |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz