CD opowiadania Mocci
-Mocca...-szeptałem tylko raz po raz, zaciskając powieki.
Klacz szlochała, wtulona w moją grzywę. Jej cudowne ciepło ogarnęło całe moje ciało i umysł. Nic jej nie jest, żyje, a teraz stoi tu we mnie wtulona... Czy to aby nie jest sen? A może nadal gapię się w to idiotyczne jezioro i tylko śnię na jawie? Moje wątpliwości rozwiał dopiero jej wzrok, gdy wreszcie się ode mnie oderwała. Piękne, ciemno-orzechowe oczy o mądrym spojrzeniu lśniły niesamowicie, mimo, że częściowo przysłaniały je łzy. Tego spojrzenia nie dało się pomylić z żadnym innym.
-Mocca...-zacząłem, ale głos uwiązł mi w gardle. Potrząsnąłem jednak głową i to dopiero pomogło.-Co się z tobą działo? Gdzie Sorrel i Nowel? Co ze Stadem Błękitnego Księżyca??-wypytywałem.
Mocca?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz