Uśmiechnąłem się.
Okrążyło mnie ciepło i uczucie szczęścia. ,,I pomyśleć, że
spotkałam takiego ogiera jak Dęblin...”
-Ja ciebie też, złotko-
zachichotałam i wtuliłam głowę w miękką sierść ogiera.
Promienie zachodzącego,
zimowego słońca teraz zaczęły mocno razić w oczy. Przymrużyłam
je delikatnie, zatapiając się w ciszy. Dęblin ucałował mnie w
czoło. Uśmiechnęłam się delikatnie. Zadrżałąm lekko.
-Zimno ci?- zapytał
troskliwie, patrząc na mnie.
-Nie, może trochę. Nie
wstawaj. Tak mi dobrze- powiedziałąm i z powrotem oparłam głowę
o ogiera.
-Dużo koni już dołączyło-
zagadałam
-Tak, bardzo dużo. Nawet
trochę się dziwę- odpowiedział, opierając głowę o moją.
-Niby czemu? To dobrze.
Przynajmniej nie błąkając się bez sensu. Znasz wszystkie osoby?-
spytałąm cicho, spoglądając w szumiące fale morza.
<Dęblin? Wena perfidnie
mnie opuszcza, ale co się dziwić po napisaniu czterech
opowiadań...>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz