piątek, 24 stycznia 2014

Od Lilii


Kiedy dowiedziałam się że stado nie mogło już funkcjonować zamilkłam wciąż nie mogąc w to uwierzyć . To stado to moje życie , jedyne życie ! Pożegnałam się z Szafirem , który był w kiepskim humorze .
Więc jak już chciałam powiedzieć opuściłam stado . Po drodze spotykałam wiele koni , nawet mojego syna Kryształa . Wciąż błąkał się w poszukiwaniu Szebry ... Ach ta miłość ! Liczyłam że znajdę kogoś poza Levelem . Gdyby mnie kochał powiedział by mi przynajmniej gdzie idzie , a on nic . Spotykałam wiele stad , i wiele ogierów którzy wędrowali za mną by jakoś zwrócić uwagę . Ignorowałam ich , nie miałam czasu ani ochoty na zawieranie przyjaźni , czy miłości . Chodź muszę powiedzieć że mi kogoś brakowało . Kogoś komu powierzyła bym moje serce ...
* Rok później *
Przyzwyczaiłam się już . Wędrowałam poszukując szczęścia . Schudłam i wyglądałam jak koń angielski , chodź byłam zupełnie innej rasy . Jednak zmieniłam tylko charakter . Zaczęłam częściej się uśmiechać , plątać w niewłaściwym towarzystwie , a jednak nigdy nigdzie nie byłam przez trzy dni . Jak coś , to wędrowaliśmy i odłączali przez miłość . Jednak zawsze ja zostawałam sama .
Pewnego dnia trafiłam na miejsce nieznanej krainy , nafaszerowanej magią . Trafiłam na plażę . Miała ona trzy księżyce i była piękna . Usiadłam tylko na chwilę , ale wstałam , bo zaczęłam myśleć o miłości . Idąc trafiłam na ciemny las , pełny bluszczu . Pogalopowałam dalej . Zobaczyłam klif z pięknym widokiem . Wiał lekki wiatr , a słońce wdawało się we znaki . Popatrzyłam w lewo i ujrzałam las . Nie to nie był zwykły las . Dzewa były zrobione ze świeczek .. i cały las płonął ! Wleciałam do niego i cieszyłam się niecodziennym widokiem . Gdy byłam juz zanim zaniemówiłam . Drzewa unosiły się nad ziemia , nad chmurami . Tyle że widziały w powietrzu . Przez przypadek poślizgnęłam się i myślałam że już spadnę ale się uratowałam - w dziwny sposób. Te dzewa były zasadzone na niewidzialnej ziemi . Jeśli się ją dotykało , czuło się coś podobnego do wody . Przeleciałam przez niego i skoczyłam na ziemię . A raczej do wody . O dziwo woda stała w miejscu - nie falowała , nawet gdy wskoczyła . przerażona tym pobiegłam dalej .. Znowu do lasu . Las był zwyczajny , ale się myliłam . Gdy byłam juz daleko od wejścia usłyszałam chichot . Przeraźliwy i zły . Drzewa zaczęły uginać swe gałęzie , a ja się załamałam i pobiegłam ku wyjściu . Przed sobą zobaczyłam przystań . Obeszłam ją , bo mi się nie podobała . Trafiłam na różową łąkę , na której stało różowe drzewo . Weszłam i położyłam się . Czułam lekki powiew wiatru i blask zachodzącego słońca . Do oczów zaczęły napływać mi łzy . Wzruszyłam się . To było takie piękne miejsce ! Po godzinie wstałam i ruszyłam dalej ... Trafiłam na pustynie z miękkimi krzakami . Przeszłam przez nie , zastanawiając się skąd się wzięły tu te czary . Trafiłam w końcu do magicznej zatoki ... Była cudna . W sercu poczułam ból , za brakiem bliskich ... To miejsce było cudne , ale nie dla mnie ... Ruszyłam w inną stronę .Weszłam do różowo-fioletowego lasu . Od razu poprawił mi się humor . W końcu natrafiłam na wodospad , w którym woda była czysta . Skoczyłam przy niego i ruszyłam dalej . Wciąż chciałam szukać tych tajeniczych miejsc . Z góry zobaczyłam na plażę . Była wesoła a tam był siwy koń . Nie patrząc na to miejsce długo weszłam do lasu pełnego śniegu ... W końcu coś związanego ze śniegiem ! Galopowałam aż w końcu stanęłam i popatrzyłam na wodę . Nie było to woda , tylko krew ktoś tu popełnił jakieś zabójstwo ? Niemożliwe ... Krwi jest za dużo . Nagle przebiegł koło mnie ogier , lecz się zatrzymał i popatrzył na mnie .
- Lilia ?!
- Tak Lilia , a ty .. Szafir ?! - uśmiechnęłam się - Zaczekaj do kąt pędzisz ?
- Wybacz , muszę iść - i pobiegł . Zaczęłam galopować , aż w końcu trafiłam na miejsce bez śniegu i zgubiłam wnuka . Za to znalazłam grupę koni pasących się koło jakiegoś jeziora . Już miałam do nich iść ale się powstrzymałam . Oni mogą mnie zabić ! Glopowałam dalej , ale dotarłam do tajemniczego jeziora . Byłam spragniona i pochyliłam się nad wodą , kiedy otworzyłam oczy ujrzałm siebie z jakimś ogierem ... Byliśmy parą .. Zignorowałam to , chodź po raz kolejny rozpłakałam się . Okrążyłam jezioro i biegłam dalej ... Zobaczyłam góry i żółte drzewa . Wzięłam głęboki wdech i pobiegłam w stronę lewą ...Ujrzałam las , las tyle że tam była jesień . Wszędzie pełno kolorowych liści .. Puściłam wodze fantazji i zaczęłam sie tłuc i bawić . Zupełnie jak źrebak . Po kilku godzinach położyłam się koło drzewa i rozmyślałam . Chciałam w tym miejscu zakochać się i nigdy , już nigdy nie opuszczać tych miejsc . Usnęłam , a gdy było już rano wstałam i się uśmiechnęłam . Wiedziałam że tu znajdę partnera i miłość . Nagle odwróciłam się a za mną stała Jakaś klacz, która lekko się uśmiechnęła .
- Witaj , jestem Havana .
- Ja jestem Lawenda miło mi . To twoje tereny ?
- Moje i mojego partnera - Dęblina .
- Kary ogier ?
- Tak kary ..
- Coś podobnego ! Dawny alfa Stada Błękitnego Księżyca !- krzyknęłam i się uśmiechnęłam .
- Tak . - odwzajemniła uśmiech .
- Piękne tereny i takie - magiczne . Chciała bym tu zostać , mogę ?

Havana ? :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz