Podobno przyszłam na świat trzy lata temu w małej francuskiej wiosce, gdzie znalazła kilkugodzinnego, małego, kasztanowatego źrebaka, którym wtedy byłam, moja przybrana matka- siwa klacz o imieniu Ysabeau (Przez wszystkich nazywana po prostu Ys.). Zabrała mnie ona do położonej w górach jaskini, którą zamieszkiwała wraz ze swoim partnerem- karym niczym noc, muskularnym ogierem, Nathan'em. Właściwie od początku mnie nie zaakceptował i traktował jako zło konieczne, a kiedy wchodziłam mu w drogę, co na początku zdarzało się dość często, popychał mnie brutalnie, przez co wiele razy padałam na ściany pomieszczenia mocno oszołomiona. Po kilkunastu takich razach, zaczęłam schodzić mu z drogi, aby nie musieć odczuwać bólu z tym związanego.
Kiedy tylko osiągnęłam pierwszy rok życia, uznał, że jestem już dostatecznie dorosła, aby rozpocząć treningi, które miały mnie wykształtować na doskonałą, nieugiętą wojowniczkę, Trzeba zresztą przyznać, że to akurat mu się udało, chociaż ja nie czułam się wtedy przyjemnie. Zapewne, drogi słuchaczu, zastanawiasz się dlaczego. Przecież powinnam być dumna, że wychował mnie na kogoś takiego. Niestety tak nie jest, za dużo mnie to kosztowało. Wiele razy sprawiał, że wracałam do jaskini dopiero późną nocą, bardzo zmęczona. A następnego dnia znów musiałam budzić się wcześnie rano i wracać na pole walki...Bo to była walka, kw której często zdarzało mi się odnosić rany. Na początku oczywiście płakałam, ale później nauczyłam się mu odpowiadać ostrym słowem i metalicznym spojrzeniem.
Po roku postanowiłam uciec, co uczyniłam zresztą w dniu moich drugich urodzin, późną nocą, kiedy nikt mnie pilnował. Nareszcie byłam wolna. I szczęśliwa. W tej chwili nic innego się dla mnie nie liczyło. Tylko te dwa słowa: WOLNOŚĆ i SZCZĘŚCIE. Nareszcie!
W końcu, po długiej wędrówce, dotarłam do alei z otoczonymi łagodną, czerwono-żółto-pomarańczową łuną, niewielkimi drzewami. Nie mając innego wyjścia, zaczęłam zmierzać w jego stronę. Po kilku metrach, które przebyłam, rozglądając się ciekawie dookoła wpadłam na kogoś. A dokładniej na pięknego, ciemno-gniadego ogiera, który wywołał we mnie nagły dreszcze emocji. Postanowiłam to jednak zignorować i rzekłam, udając obojętność:
-Przepraszam, powinnam bardziej uważać. A tak w ogóle to jestem Resa, w rozwinięciu Teresa. Pochodzę z Francji i poszukuję takiego miejsca na ziemi, w którym mogłabym rozpocząć nowe życie.
< Jupiter, kontynuuj, proszę.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz