CD H. Snowflake
Westchnąłem cicho, ale dźwignąłem się i powlokłem do groty, która służyła mi za spiżarnie.
Klaczy przyniosłem parę jabłek i tych specyficznych "przecierów" robionych przez szamanów.
- Dzięki - oczy Snowflake aż zalśniły na widok jedzenia, co spowodowało u mnie lekkie zawstydzenie, które jednak szybko minęło.
Odwróciłem się i ciężko opadłem na ziemię. Położyłem głowę na równi z nogami i chwile przysłuchiwałem się poczynaniom srokatej klaczy.
- Słuchaj...czy ty...- zaczęła.
- Koniec pytań na dziś. - uciąłem - wszystko, co powinnaś wiedzieć, a nawet trochę ponad już ci przekazałem. Reszta jest nieistotna.
Snowflake westchnęła ciężko, ale nie ciągnęła tematu. Nie zważając na to, co robi nastawiłem uszy i wróciłem do "snu".
****
Z pewnym rodzajem nieśmiałości podszedłem do klaczy i chwile się jej przyglądałem. Powodem mojego zamyślenia było pytanie, jak ją obudzić. Nigdy dotąd nie miałem większej styczności z innymi końmi - poza Havaną i Północnymi.
W końcu potrząsnąłem głową i postanowiłem nie skupiać się na błahostkach. Delikatnie szturchnąłem srokatą kopytem, co wystarczyło, aby otworzyła oczy.
- Powinnaś dać radę wstać, postaraj się to zrobić nie obciążając złamanej nogi - powiedziałem spoglądając na zranioną kończynę.
Klacz zdawała się mieć pretensje, że budzę ją o tak wczesnej porze. Spiorunowała mnie wzrokiem, jednak wykonała polecenie.
Kiedy wstała, jej lewa przednia noga zwisała bezwładnie od przedramienia w dół. Nie trzeba było specjalisty aby stwierdzić, że nie wygląda to dobrze.
Nieco speszony, bez słowa ruszyłem przed siebie. Dobrze wiedziałem, że Snowflake da sobie radę, toteż nie starałem się jej pomagać. Poza tym droga do medyka nie była długa. Nie miałem zamiaru uczestniczyć w żadnej rozmowie, na szczęście klacz ich nie prowokowała. Cała trasa upłynęła nam w milczeniu, a mnie dodatkowo na spoglądaniu co jakiś czas na poczynania klaczy. Snowflake szła parę kroków za mną, jednak nie potykała się ani nie traciła równowagi. Wczorajszy okład z liści musiał trochę przywrócić jej kontrolę nad nogą.
****
- Silver...? - zawołałem, a gdy z głębi jaskini wynurzyła się głowa gniadego ogiera, odsunąłem się ukazując swoją towarzyszkę - to Snowflake.
Medyk pokiwał głową w zamyśleniu obserwując nogę klaczy. Już wczoraj wspomniałem mu, że Snowflake potrzebuje pomocy, toteż nasze przybycie wcale go nie dziwiło.
- Nie wygląda to dobrze...- mruknął ogier - czy możesz zginać tą nogę?
Srokata chwile się zastanawiała, później jednak lekko ruszyła złamaną kończyną. Lekkie drgnięcie obszaru poniżej przedramienia najwyraźniej ucieszyło medyka.
- Wyjdzie z tego. Będę musiał mieć ją na oku przez jakiś czas, ale będzie dobrze - tu zwrócił się najpierw do mnie, później do klaczy.
Kiwnąłem głową i bezgłośnie się pożegnałem.
Kiedy odchodziłem, czułem na sobie czyjś wzrok. Potrząsnąłem głową odpędzając parę zbędnych myśli i skierowałem się w stronę lasu. Wiedziałem, że Snowflake jest pod dobrą opieką.
< Snowflake, jeśli chcesz - pisz dalej >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz