CD Tajgi
Wojna. Takie jedno słowo. Właściwie można je rozumieć na wiele sposobów.
I w sumie nie za bardzo obchodzi mnie jak kto chce je rozumieć. Ja już
miałem dość. Dla mnie wojna znaczyła udrękę i kolejne zetknięcie ze
śmiercią. Ale teraz mogłem stracić dużo więcej-Moccę, partnerkę, ich
miłość i wsparcie. Cóż za niesprawiedliwość. Z jednego nieszczęścia
rzucam się w drugie. Naprawdę, mój los nie ma serca. Widać ktoś tam
bardzo mnie nie lubi.
-Z kim?-zapytałem beznamiętnie.
-Ze Stadem Koni Znad Morza. Sorrel, czy wszystko gra?-zapytała trochę zdziwiona moją reakcją.
-Jaaak naaajbaaardzieeej-odpowiedziałem przeciągając słowa, a w moich
oczach zapaliły się wesołe chochliki-No, to idę się przejść-ruszyłem
ochoczo z bananem na pysku.
-Co? Sorrel, zaczekaj!-Zawołała zdezorientowana do reszty-Co ty robisz?
-Jak to co?-odparłem głupkowato-Idę trochę pohasać.
-O nie! Ty zwariowałeś-powiedziała załamana.
-Wcale nie-odparłem oburzony przyspieszając do szybkiego kłusa.
-Nie pozwolę ci iść-zawołała stając przed lasem, do którego właśnie wkroczyłem.
-Już pozwoliłaś-odkrzyknąłem i dalej ochoczo kłusowałem przed siebie. Nie musiałem długo czekać. Po chwili mnie dogoniła.
-Na pewno nie pójdziesz sam. I właściwie, gdzie idziesz?-zapytała tupiąc nogą, bo coś przykleiło jej się do kopyta.
-Nie wiem-odparłem, coraz bardziej podniecony myślą, że coś na mnie na pewno czeka-Tam... tam coś jest.
-Co i gdzie?-zapytała łamiącym się głosem. Mój stan ducha chyba faktycznie się jej nie podobał.
-Nie wiem. Musimy iść. Po prostu.
Kłusowaliśmy jeszcze chwilę. Dotarliśmy w końcu na jakąś polanę. Zatrzymałem się, a moja ukochana prawie na mnie wpadła.
-To tutaj?-zapytała cicho.
-Na pewno-odparłem nasłuchując.
-Tutaj nic...-przerwała nagle i spojrzała w stronę drzew.
Wyłoniły się z nich dwa konie. Jednym była siwa, ładna klacz. A
drugim... Nie... To całkowicie wykluczone. A może... Przecież zginął...
Mój brat nie żyje... Ale ten ktoś.... Czy jednak przeżył? Pomyślałem
nawet, że to mój wzrok płata mi figle, ale ten ktoś był taki
realistyczny... Spojrzalem na Tajgę. Miała wielkie oczy i buzię otwartą
ze zdziwienia... A więc to prawda... Nowel żyje... Jest tu...
Naprawdę....
Tajga? To teraz trzeba będzie leczyć Sorrela z nadmiernego szczęścia XD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz