Wędrowałem sobie po terenach naszego stada. Nadeszła wojna. Wywołała ją
Midnight i ogier ze stada koni znad morza. Ale podobno bardziej ona,
raniąc go dotkliwie. Koszmar. I oni chcą się zemścić. W sumie nie dziwię
im się. I... nie wiem sam po czyjej jestem stronie. Dziwne? Z jednej
strony u mnie są bardzo pewni zwycięstwa, już czują jego smak. A tam?
Wątpią w nie, ale walczą mimo to. Ja... Nie wiem.... Nie wiem.... Nic
nie wiem. Tego co sobie myślę, nikomu nie powiem, wezmą mnie za zdrajcę i
wywalą ze stada. A na to pozwolić nie mogę....
Nagle usłyszałem za sobą szmer. Odwróciłem się. Za mną stał, wysoki,
silnej budowy kary ogier. Przez chwilę myślałem, że to ktoś z naszych
ale uświadomiłem sobie, że to jeden z wrogów.....
-Tajemniczy? - prychnął, patrząc na mnie niechętnie ale i... z niepewnością?
-Pff... Morski? - odparłem, starając się przybrać niechętny wyraz pyska, ale to się nie udało
-Tia... - rzekł
Zapadła cisza.
-Co tak zwlekasz z atakiem na mnie? Nie próbujesz mnie zaatakować? - zdziwiłem się wielce.
CDN.
O tej historii, można poczytać tu:
>KLIK<
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz