| Łaziłam, no, dobra, galopowałam sobie po
terenach. Konie, które mijałam, witały się ze mną. Automatycznie im
odpowiadałam "Dzień dobry!" albo "Cześć, co u ciebie?" lub "Ty też tu
trafiłeś?" i tym podobne. Jednak ja byłam zupełnie gdzie indziej
myślami. Cały czas męczyło mnie jedno pytanie, od kiedy zadał je Vito.
"Gdzie jest Kama?". Może pobiegła do stajni...? Nie... przecież zostały z
niej tylko zgliszcza. Ale przecież, ja jej nic o tym nie mówiłam. Nie
chciałam by się denerwowała... A jeżeli naprawdę tam pobiegła? To co
dalej? Gdzie potem mogła skierować kroki? Przed siebie, może? Nie, to
nie w jej stylu. Zawsze lubiła mieć cel, wiedzieć gdzie się kierować, a
nie byle by gdzieś dojść. Bum! Na coś, lub na kogoś wpadłam
- Oh, przepraszam - wymamrotałam zaskoczona i zdezorientowana po wypadku
- Nic się nie stało - klacz (bo to była klacz) uśmiechnęła się ciepło No i teraz, właśnie stwierdziłam, że stoję naprzeciwko klaczy alfa. "I to się nazywa moje szczęście" pomyślałam, krzywiąc się w duchu. - Eeee Pride jestem - przedstawiłam się - Ty... Havana, prawda? Klacz alfa.
(Havana?)
|
|
|---|---|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz