wtorek, 11 lutego 2014

Od Pride


Łaziłam, no, dobra, galopowałam sobie po terenach. Konie, które mijałam, witały się ze mną. Automatycznie im odpowiadałam "Dzień dobry!" albo "Cześć, co u ciebie?" lub "Ty też tu trafiłeś?" i tym podobne. Jednak ja byłam zupełnie gdzie indziej myślami. Cały czas męczyło mnie jedno pytanie, od kiedy zadał je Vito. "Gdzie jest Kama?". Może pobiegła do stajni...? Nie... przecież zostały z niej tylko zgliszcza. Ale przecież, ja jej nic o tym nie mówiłam. Nie chciałam by się denerwowała... A jeżeli naprawdę tam pobiegła? To co dalej? Gdzie potem mogła skierować kroki? Przed siebie, może? Nie, to nie w jej stylu. Zawsze lubiła mieć cel, wiedzieć gdzie się kierować, a nie byle by gdzieś dojść. Bum! Na coś, lub na kogoś wpadłam
- Oh, przepraszam - wymamrotałam zaskoczona i zdezorientowana po wypadku
- Nic się nie stało - klacz (bo to była klacz) uśmiechnęła się ciepło
No i teraz, właśnie stwierdziłam, że stoję naprzeciwko klaczy alfa. "I to się nazywa moje szczęście" pomyślałam, krzywiąc się w duchu.
- Eeee Pride jestem - przedstawiłam się - Ty... Havana, prawda? Klacz alfa.
(Havana?)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz