CD Tamizy
- To stuknięte. Nie da się normalnie stamtąd wyjść.
Tamiza zaśmiała się i szturchnęła mój pysk.
- Oj Jackie.
- No co? Nie mam racji? - ucichnąłem się.
- Taki urok tego miejsca słońce.
- Urok? - zaśmiałem się wesoło - Oj Tamiziu. Jak ci się podoba to niech się podoba, dla mnie to było....
- Szalone? -podpowiedziała figlarnie.
- Nie.... - powiedziałem krzywiąc się - Ja jestem szalony - okrążyłem ją - To było....
Jeszcze raz obszedłem ukochaną dookoła i zatrzymałem się na wprost niej. Jakoś nie mogłem znaleźć odpowiedniego określenia.
- Już, już.... Nie wysilaj się tak Jackie - zachichotała - Bo ci żyłka pęknie. Chodź - ruszyła przed siebie.
- Chore! O właśnie! To. Było. Chore - podbiegłem do niej.
Tamiza nie mogła powstrzymać śmiechu. Truchtaliśmy jeszcze trochę. Ugryzłem ją w ucho i odbiegłem kawałek. Potem to ona mnie goniła. Skoczyłem na nią i nim się spostrzegłem już turlaliśmy się w dół wtuleni w siebie. Zatrzymaliśmy się. Ona leżała na mnie z przebiegłym uśmiechem.
- Jesteś moim więźniem.
- Chyba masz rację - pokiwałem łbem.
Następnie uniosłem trochę pysk i pocałowałem ją w chrapy. Przymrużyłem oczy i rozkoszowałem się nieśmiałymi promieniami słońca, przygwożdżony do ziemi przez ukochaną.
Tamizia?
- To stuknięte. Nie da się normalnie stamtąd wyjść.
Tamiza zaśmiała się i szturchnęła mój pysk.
- Oj Jackie.
- No co? Nie mam racji? - ucichnąłem się.
- Taki urok tego miejsca słońce.
- Urok? - zaśmiałem się wesoło - Oj Tamiziu. Jak ci się podoba to niech się podoba, dla mnie to było....
- Szalone? -podpowiedziała figlarnie.
- Nie.... - powiedziałem krzywiąc się - Ja jestem szalony - okrążyłem ją - To było....
Jeszcze raz obszedłem ukochaną dookoła i zatrzymałem się na wprost niej. Jakoś nie mogłem znaleźć odpowiedniego określenia.
- Już, już.... Nie wysilaj się tak Jackie - zachichotała - Bo ci żyłka pęknie. Chodź - ruszyła przed siebie.
- Chore! O właśnie! To. Było. Chore - podbiegłem do niej.
Tamiza nie mogła powstrzymać śmiechu. Truchtaliśmy jeszcze trochę. Ugryzłem ją w ucho i odbiegłem kawałek. Potem to ona mnie goniła. Skoczyłem na nią i nim się spostrzegłem już turlaliśmy się w dół wtuleni w siebie. Zatrzymaliśmy się. Ona leżała na mnie z przebiegłym uśmiechem.
- Jesteś moim więźniem.
- Chyba masz rację - pokiwałem łbem.
Następnie uniosłem trochę pysk i pocałowałem ją w chrapy. Przymrużyłem oczy i rozkoszowałem się nieśmiałymi promieniami słońca, przygwożdżony do ziemi przez ukochaną.
Tamizia?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz