Wodopój Lorangi...nie wiedziałam nic o tym miejscu. Stałam przy
jeziorku. Chłodny wiatr szarpał moją grzywę. Nie ukrywam, że było mi
trochę zimno. Przeszyły mnie dreszcze. Spojrzałam na idealnie gładką
taflę jeziora. Rozejrzałam się...sama. Byłam sama. Nikogo obok mnie. Z
jednej strony to dobrze, ale z drugiej...zawsze byłam sama. Nie miałam
przyjaciół.Niechętnie zaczęłam się sobie przyglądać. Położyłam się i
oparłam łeb o świeżą, zieloną trawę.
Pachniała cudownie, tak wiosennie. Jasnoniebieska woda była nieruchoma.
Wiatr poruszał liście, ale woda ani drgnęła. Nie za bardzo miałam ochotę
na dziwne zjawiska pogodowe, ale nie miałam siły iść gdzie indziej.
Byłam zmęczona podróżą do Mysterious Valley.
Przysłuchiwałam się śpiewu ptaków, szeleszczeniu liści...to było
takie przyjemne. Nagle coś zaczęło szeleścić w krzakach. Przestraszona
wstałam na równe nogi. Próbowałam wyłapać w liściach jakiś kształt...to
coś wyglądało...jak ja. Koń? Czyżby nareszcie jakiś koń? Odkąd tu jestem
nie spotkałam żadnego... Zadowolona, ale zarazem przerażona czekałam aż
coś się wydarzy. Zza krzaków ta osoba na mnie patrzyła, obserwowała
mnie. Radosny uśmiech znikł, wdarło się przerażenie. Zaczęłam powoli
kierować się do tyłu. Uciekłam. Biegłam przed siebie, byleby jak
najdalej od tego miejsca. Kto to był? Czemu mnie obserwował? Nie
wiedziałam co mam myśleć. Po prostu biegłam.
Dokończy ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz