czwartek, 15 maja 2014

Od Fallen

Wodopój Lorangi...nie wiedziałam nic o tym miejscu. Stałam przy jeziorku. Chłodny wiatr szarpał moją grzywę. Nie ukrywam, że było mi trochę zimno. Przeszyły mnie dreszcze. Spojrzałam na idealnie gładką taflę jeziora. Rozejrzałam się...sama. Byłam sama. Nikogo obok mnie. Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej...zawsze byłam sama. Nie miałam przyjaciół.Niechętnie zaczęłam się sobie przyglądać. Położyłam się i oparłam łeb o świeżą, zieloną trawę. Pachniała cudownie, tak wiosennie. Jasnoniebieska woda była nieruchoma. Wiatr poruszał liście, ale woda ani drgnęła. Nie za bardzo miałam ochotę na dziwne zjawiska pogodowe, ale nie miałam siły iść gdzie indziej. Byłam zmęczona podróżą do Mysterious Valley.
Przysłuchiwałam się śpiewu ptaków, szeleszczeniu liści...to było takie przyjemne. Nagle coś zaczęło szeleścić w krzakach. Przestraszona wstałam na równe nogi. Próbowałam wyłapać w liściach jakiś kształt...to coś wyglądało...jak ja. Koń? Czyżby nareszcie jakiś koń? Odkąd tu jestem nie spotkałam żadnego... Zadowolona, ale zarazem przerażona czekałam aż coś się wydarzy. Zza krzaków ta osoba na mnie patrzyła, obserwowała mnie. Radosny uśmiech znikł, wdarło się przerażenie. Zaczęłam powoli kierować się do tyłu. Uciekłam. Biegłam przed siebie, byleby jak najdalej od tego miejsca. Kto to był? Czemu mnie obserwował? Nie wiedziałam co mam myśleć. Po prostu biegłam.

Dokończy ktoś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz