CD Tajgi
Ciepło jego ciała rozchodziło się po całym moim organizmie. -Sorrel-ciepły tembr jego głosu wypełnił moje uszy. Czułem się, jakbym to ja przeżył ten ciężki wypadek. Jakby to mnie uratowano życie. Bo w sumie poniekąd tak było. -Jak?-zapytałem przez łzy. Dwa płaczące ogiery. Nieczęsty widok. -Dzięki Kyi-wskazał łbem na siwą klacz, o której zapomniałem-Jest szamanką, ale bardzo dobrze leczy. Psychicznie też. To dzięki niej mogłem cie znów spotkać-popatrzył na mnie szklistymi oczami. Kryła się w nich tęsknota i braterska miłość. -Czy ty i Kyi...?-zapytałem, ale klacz mi przerwała. -Nie-miała stalowy, ale całkiem przyjemny głos-Przyjaciele. A ty?-wskazała łbem na Tajgę. -A... Emm...-oprzytomniałem nagle-Tak. -No przecież ci o nich mówiłem-uśmiechnął się do niej, a ona odpowiedziała sztucznie. Nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. -A Mocca?-zapytał. -Mocca!-wykrzyknąłem-Ona nie wie, że żyjesz?-pokręcił głową. Ona nie wie. Ona nic nie wie... Podszedłem do Tajgi i poprosiłem ją, żeby zabrała ich do naszej jaskini. -I powiedz im przy okazji o wojnie-dodałem i ruszyłem szybkim cwałem. -A ty dokąd, braciszku?!-zawołał za mną Nowel. -Po niespodziankę!-odkrzyknąłem. Tajga? |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz