czwartek, 6 marca 2014

Od Jack'a

- I jak tu jej nie kochać? - zachichotałem pod nosem, widząc jej bojowe nastawienie.
Spojrzałem po zdumionych wyrazach twarzy pozostałych. Wyglądali komicznie i chyba nie dawali wiary w stanowczość mojej ukochanej.
- Panowie, nie bądźcie baby i spoważniejcie - odezwałem się stanowczo, acz z uśmiechem - Bo czy Tamiza nie ma racji? Daliśmy już radę. To dla nas nie pierwszyzna.
Po sali poniosły się szmery, gdy wszyscy wymieniali po cichu opinię. Chyba ich nie przekonałem.
- Może nie być tak łatwo - powiedziałem na ucho Tamizie.
Spojrzała na mnie z pewnością i swego rodzaju wyższością.
- Jak mówię, ze damy radę.... - zaczęła.
- Z przekonaniem ich - dodałem pośpiesznie, bo że wygramy wojnę w to nie wątpię - w duchu uważałem z deczka inaczej - Póki mamy ciebie, to żaden problem - szturchnąłem ją pyskiem i raz jeszcze spojrzałem po zebranych.
Teraz Dęblin przemawiał z przekonaniem. W końcu legli i zabrali się do wyznaczonych im zadań. Mój najlepszy przyjaciel podszedł do nas z lekka strwożony. Sam obawiał się wojny. Zadrżałem na wspomnienie niewoli i tortur. Mógłbym nie przeżyć powtórki z rozrywki.Jednak to podczas walk wyznałem Tamizie, że ją kocham. To w wirze ognia zrozumiałem jak wielkim uczuciem do niej pałam.
- Co nam zlecisz? - spytałem ze smutnym uśmiechem.

Tamizia? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz