niedziela, 9 lutego 2014

Od Oranii

CD Slayer'a

-Dobranoc.-odparłam, uśmiechając się do niego.
Odwróciłam się w przeciwną stronę i żwawym kłusem ruszyłam w stronę swojej jaskini. Księżyc oświetlał mi drogę, a wiatr wył przy akompaniamencie ciamkającego błota spod kopyt. "Odwilż", pomyślałam z niesmakiem, chwilę po tym, jak pośliznęłam się i omal nie przewróciłam na śliskiej brei. Po jakimś czasie dotarłam na miejsce, a widok znajomej groty wlał we mnie strumień ulgi. Weszłam do środka i zastałam magicznie palące się na środku ognisko, podobne do tego, które rozpaliłam na plaży. Obok niego stał pogrążony we własnych myślach Fiks.
-Cześć, kochanie!-przywitałam go z uśmiechem.
-Cześć.-odparł, zbliżając się do mnie i całując czule.-Gdzie byłaś?
Uśmiechnęłam się do niego.
-Na spacerze. Wybacz, jestem padnięta, chyba się położę...-spojrzałam na niego przepraszająco i udałam się w kąt jaskini. Nie minęło wiele czasu, nim pogrążyłam się w głębokim śnie.
Rankiem obudziły mnie drażniące promienie słońca. Wstałam, przeciągnęłam się i rozejrzałam po grocie. Fiksa nie było. Wyszłam na zewnątrz, gdzie od razu dobiegło mnie czyjeś wołanie.
-Orania!-krzyknął ktoś z tyłu.
Odwróciłam się i zobaczyłam mojego zdyszanego partnera.
-Alfy chcą widzieć wszystkich natychmiast, ponoć mają nam coś ważnego do powiedzenia...-wysapał.
Skinęłam głową.
-Więc chodźmy.
Ruszyliśmy przed siebie, idąc w kompletnej ciszy. Nie podobała mi się ona. Po dłuższym marszu w końcu dotarliśmy na miejsce, gdzie zgromadzili się już chyba wszyscy. Poczekaliśmy jeszcze chwilę na potencjalnych spóźnialskich, jednak wyglądało na to, że są już wszyscy. Po chwili na małe wzniesienie przed nami wyszli Dęblin i Havana. Okazało się, że wybrali Gammę. Jakież było moje zdziwienie, ale i radość, gdy obok nich pojawił się Slayer z dumą, ale i lekkim zakłopotaniem na pysku. Po krótkiej przemowie Dęblina wszyscy zaczęli się powoli rozchodzić. Podbiegłam do Slayer'a.
-No, no, no, witam ogiera Gamma!-uśmiechnęłam się do niego.

Slayer?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz